Z jednej strony mam wrażenie, że ten tydzień obfitował we... wszystko. A z drugiej strony był jednak dość luźny. Czy to oznaka przesilenia wiosennego? Chyba tak, bo energii mi brak. Niech to szybko minie ;) Jeśli jesteście ciekawe jak minął nasz tydzień, to zapraszam na kolejną porcję zdjęć.
No, to Fabi się rozchorował. Czeka nas jutro wizyta u lekarza. Póki co dziecko sobie spokojnie usnęło, więc mam chwilę na skrobnięcie. Podsumuję cały tydzień, więc zapraszam na zdjęcia :)
Ten tydzień był dla mnie pechowy pod względem finansowo-stomatologicznym. Sypię się chyba ze starości już :P Ale o tym co się wydarzyło w dalszej części notki.
Ten tydzień miałam całkowicie inaczej rozplanowany. A tu 15 minut wystarczyło, żeby mnie ścięło z nóg na 2 dni. Wszystko to przez wizytę u dentysty, więc tym bardziej jest to dla mnie mały szok. Bo wizyta była planowana. Ale o tym co się dokładnie wydarzyło przeczytacie dalej.
Nie było mnie tutaj cały tydzień. Stwierdziłam, że powrót na uczelnię to dobry czas na podładowanie akumulatorów blogowych oraz czas na zastanowienie się jak pogodzić blogowanie i studiowanie. Mam nadzieję, że jakoś to się uda. Na szczęście plan jest całkiem ok. Oczywiście urlop był tylko blogowy, bo na insta byliśmy aktywni, dlatego zapraszamy do pooglądania zdjęć :)
Nie wiem czy to ta zima tak męczy, czy o co chodzi. Ale wieczorami padam. Ta notka tworzy się już drugi dzień i ciągle odkładam to na bok. Czy tylko ja tak mam ostatnio? Chociaż słońce za oknem, to ja jakaś bez werwy, sił i ochoty na cokolwiek :/
Nawet nie wiem kiedy i minął kolejny tydzień. Przyspieszył to jeszcze fakt, że Fabiś zaraził się wirusem i po wizycie u lekarza okazało się, że mamy arsenał leków, w tym antybiotyk. Kaszel, gorączka i osłabienie, czyli brak czasu na wszystko. Nawet wyspać się nie mogliśmy, bo gdy tylko zaczynaliśmy zasypiać znów wracała gorączka...
Uf, co to był za tydzień. Jedna wielka męczarnia. Jestem wypruta z całej energii, zmęczona i niewyspana. Wszystko przez tę nieszczęsną sesję...
Tegoroczne wakacje minęły nam bardzo szybko. Lipiec był miesiącem praktyk, sierpień odpoczynku, a wrzesień przyniósł sporo pracy i żłobek. Odpoczęliśmy, ale nie pogardziłabym jeszcze jednym wolnym miesiącem i słoneczkiem :) Ale pewnie nie tylko ja...
I kolejny tydzień za nami. Jakoś szybko ten czas ostatnio mija... Ciężki tydzień przede mną, więc pocieszam się - byle do wakacji i zaliczyć już sesję, żeby mieć z głowy...
A tak dokładniej ostatnie 2 tygodnie, ponieważ tydzień temu nic się nie pojawiło (i nawet nikt się nie upomniał!). Także dziś zasypuję Was zdjęciami. Mam nadzieję, że tak jak i ja czekaliście na ten post :)
Wczorajszy tydzień w zdjęciach publikuję dopiero dziś. Zarówno pogoda, jak i mój wczorajszy humor nie nastrajały mnie do pisania. Dodatkowo byłam zmęczona po wczorajszej komunii. Dziś jestem zmęczona nie mniej niż wczoraj, bo po długiej przerwie wróciłam na uczelnię... No, ale przegląd tygodnia musi być i basta!
Książeczkowy szał trwa w najlepsze. Fabiś ma coraz więcej ulubionych pozycji. Czekamy tylko na zastrzyk gotówki i będziemy uzupełniać biblioteczkę - bo wiem, że warto :) Na zdjęciu Wiosna na ulicy Czereśniowej.
Tak szczerze mówiąc nie mam sił na pisanie długich wstępów. Jeśli śledzicie nasz fanpejdż, to wiecie że Fabiś kolejny raz rozchorował się i konieczne było podanie zastrzyków. Dziś rano miał ostatnie wkłucie, już się cieszyłam, że wszystko ok... Wieczorem gorączka wróciła, tym razem nie tak ostra jak ostatnio (39,5), ale 37,4 jest dla mnie dość niepokojące. Jutro na kontroli będziemy sprawdzać co to się dzieje. Albo choroba nie odpuściła, ale gorączkę wywołują idące powoli piątki...
--
Nigdy nie lubiłam łososia. Pod żadną postacią. Do czasu. Na blogu Małej Mamy przeczytałam o Graalkach i stwierdziłam, że podam Fabisiowi taką kolację. Cóż, jemu nie smakowało, ale ja raz w tygodniu taką puchę wcinam z cebulką na kanapeczce. Mniam!
A tak dokładnie, to dziś zdjęciowy skrót ostatnich dwóch tygodni. W zeszłą niedzielę jeszcze trwały święta Wielkanocne, więc miałam "wolne" od blogowania. W związku z tym dziś nadrabiam zaległości :)
Muszę się pochwalić, bo jestem bardzo dumna! Syno w końcu przekonał się do jedzenia owoców. Nie je ich dużo, nie je tez wszystkich, ale banany są jego nową małą miłością.
Męczący tydzień za mną. Jeden dzień lepszy, drugi gorszy i tak całość się przeplata. Energię dnia dzisiejszego wykorzystałam na porządki, bo skoro na tygodniu nie mam tyle czasu, to czemu nie? Syn porozwalał wszystkie ciuchy, więc miałam pretekst do ich składania ;) Także wyżyłam się i teraz padam, oczy same mi się kleją...
PS. Kilka zdjęć z zeszłego tygodnia mi się zaplątało, więc będą dziś :)
Tydzień w zdjęciach
Ten tydzień minął wyjątkowo szybko. Spędziłam go "po drugiej stronie" laptopa, po prostu relaksując się w wolnym czasie. Takie dni były mi potrzebne. Wracam do Was z nową energią, pomysłami i w niedługim czasie... konkursem. Bardzo wspaniałym konkursem, bo charytatywnym. Ruszamy 1 maja, ale o tym jeszcze cicho sza :)
Tydzień w zdjęciach
MB truła mi od chyba 3 miesięcy, żeby ściąć Fabiemu włoski. Byłam nieugięta - do czasu. Ostatnio młodzieniec ma bunt kąpielowo-myjąco-włosowy, więc krótsze włosy myje się łatwiej i szybciej. Decyzja zapadła i włoski zostały obcięte. Pod moją nieobecność. Przy mnie na 200% nie dałby sobie nic zrobić, a przy babci był grzeczny i nawet dał się podgolić maszynką! Wybrana przez Babcię fryzura, to początek zapuszczania "na Prokopa" ;)
Już od środy czekałam na niedzielę, żeby dodać ten post. No uwielbiam ten cykl na blogu, a z dobrych źródeł wiem, że Wy również :) Także bez zbędnych ceregieli przechodzę do tego, co działo się u nas w tym tygodniu.
Tydzień w zdjęciach
Sprzątam sobie spokojnie, dziecko bawi się w pokoju obok. Nagle cisza. Matka uszy postawiła i sprawdza co też dziecko wyprawia - bo jak jest zbyt cicho to wiedz, że coś się dzieje ;) - i nie myliła się. Fab sam wyszedł na krzesło, rozgościł się i walił w klawiaturę babcinego laptopa. Myślałam, że na zawał zejdę, jak go na tym krześle zobaczyłam.
Stęskniłam się za tymi notatkami na blogu, dlatego dziś właśnie takie podsumowanie tygodnia. Lubię się cofać i czytać co robiłam x miesięcy temu o tej porze, dlatego zostawiam dla siebie pamiątkę :) Mam nadzieję, że i Wam spodoba się powrót do tych cykli. Koniecznie dajcie mi znać! :)
Tydzień w zdjęciach
Jak Wam minął Dzień Kobiet?:)
U nas, jak co roku, impreza imieninowa baby. Wstydzioch nawet chwilę posiedział z gośćmi :) Oczywiście objedliśmy się, wytańczyliśmy (wytłumacz brzdącowi, że post jest) i świetnie się bawiliśmy :)
Za to rano odwiedziliśmy MT, gdzie dostałam dwa tulipany, z czego jeden jest od syna ;) W sumie kwiatków zebrałam 3 i cieszę się, że tylko tyle, bo stanowczo wolę dostawać... czekolady :D Przynajmniej moje kubki smakowe mają pożytek, a kwiatek zwiędnie i ląduje w koszu.
Notka taka dzisiaj o d.. Maryni, ale jakaś taka... przemęczona jestem. Fab wczoraj usnął o 23, a wstał o 8 nad ranem (gdzie zazwyczaj sypia do 9-9.30, kładąc się spać o 21.30). Drzemki też ma o przeróżnych porach... Także ciężko mi znaleźć chwilę oddechu tylko dla siebie, bo i nie wiem kiedy ona będzie. Oby się te godziny snu ustabilizowały, bo padnę trupem z nadmiaru kofeiny.














