W 2007 roku zaczął mi się pogarszać wzrok. Sama nie wiem czemu.
2 lata później byłam już konkretnie "ślepa", a moja wada plasowała się w okolicach -1.
Po wizycie u okulisty dostałam receptę na okulary. I tu przyszło ogromne rozczarowanie. Bo nie chciałam ich nosić.
Założyłam je jednak kilka razy, z myślą, że być może się przekonam. I fajnie było widzieć wyraźnie. Jednak metalowe oprawki tak uciskały mnie za uszami, że powodowały ból głowy (mam tak też przy noszeniu opasek, bawełnianych też). Do tego wybrałam sobie oprawki ze zbyt wąskimi szkłami. Nie dość, że mało w nich widziałam, to nie umiałam oceniać perspektywy oraz miałam zawroty głowy.
Zraziłam się, a okulary rzuciłam w kąt.
W czasie ciąży bardzo pogorszył mi się wzrok. W szczególności w trzecim trymestrze. Nie widziałam dokładnie nawet słów na monitorze. W dodatku wiecznie mrużyłam oczy. Nie poznawałam też znajomych na ulicy. Jednak po przestudiowaniu wujka gugla wyczytałam, że w ciąży często pogarsza się wzrok, ale po porodzie wszystko wraca do normy.
I urodziłam. Czekałam 3 miesiące. Było jeszcze gorzej.
W listopadzie zapisałam się na kurs prawa jazdy. Nie dostałam pozwolenia na jazdę bez okularów (nie dziwię się) oraz dostałam polecenie odwiedzenia okulisty, a także zmiany szkieł na mocniejsze.
U okulisty badania wyszły bardzo dobrze.Byłam przeświadczona, że moja wada jest już ogromna. A tu okazało się, że na oku lewym jest -1,75, a na oku prawym -1,5.
Receptę wybrałam. Prawo jazdy zrobiłam. A okularów dalej na nos nie ubrałam.
W sierpniu zapisałam się na studia. I tu przyszło otrzeźwienie. Przecież ja nic nie będę widzieć! Odwiedziłam wszystkie salony optyczne w mieście w celu przymierzenia oprawek. Po kilku dniach zastanawiania się wybrałam jedne. Model, w którym uważałam, że będzie mi brzydko. Chodzi o popularne "kujonki". Ale... szkła były duże, moje długie rzęsy w końcu o nie nie tarły. Ale najważniejsze, spodobałam się sobie w nich!
Od momentu kiedy je wybrałam od optyka, czuję się jakbym od zawsze miała je na nosie. Nie wyobrażam sobie już nie widzieć. Pierwsze co robię po wstaniu rano, to ubieram je na nos :)
Bez okularów czuję też, że moja twarz jest taka... bez charakteru. Ach, i mogę sobie odpuścić malowanie rzęs, których i tak nie widać (chociaż swoje naturalne mam gęste i długie :))
Oczywiście bolała mnie po nich głowa, przez to gniecenie za uszami (jak poluzuję nauszniki, to zaczną mi spadać), ale zdarza się to coraz rzadziej.
Tylko Fabiś mnie w nich nie lubi i ciągle ściąga mi je z nosa. Dlatego poważnie myślę nad soczewkami. Szkoda, że mój budżet na razie nie pozwala mi na takie fanaberie... Ale kiedyś :)
Jeśli jesteście zainteresowani tymi oprawkami, to jest to Binokl F-222f
Postscriptum
Walczymy z ogromnym katarem (ciągnie go aż na wymioty :( ), więc troszkę zaniedbam czytanie blogów. Wybaczcie!















