Jakiś czas temu pojechaliśmy z Fabiniem w pierwszą długą podróż, do stomatologa. Czekało nas dokładnie 225 km drogi. Z domu wyruszyliśmy o 7:30 z myślą dotarcia na 10 rano na miejsce.
Oczywiście dzień wcześniej nerwy sięgały zenitu, a moje myśli krążyły wokoło tego, co w ogóle mam ze sobą zapakować, żeby Fab wytrzymał tak długą podróż w foteliku. W końcu stanęło na zabraniu kart CzuCzu, ulubionych książek, kilku maskotek, autek, kredek i zeszytu do rysowania oraz laptopa interakcyjnego.
Rano miałam problem z dobudzeniem malucha, jednak w końcu się udało! Przekonała go wizja bum bum tati, czyli jechania samochodem z tatą. Tak, MT nam towarzyszył, sama nawet nie dałabym sobie rady.
Podróż mijała nam całkiem przyjemnie i spokojnie, czytaliśmy książeczki. Do czasu. W okolicach Radomia Fabiś nagle zaczął wymiotować. Siedział grzecznie w foteliku, aż nagle po prostu wymioty zaczęły mu wypływać z ust. Byłam dosłownie przerażona. Musieliśmy się zatrzymać, żeby malucha uspokoić i żeby wymioty się wyciszyły. Biedny, cały trząsł się i płakał z nerwów, nie wiedział co się dzieje... Zwymiotował niestety na swoje ubranko, a ja z tych nerwów zapomniałam zapakować na zmianę, które zostało w domu, przygotowane na komodzie... Rozebrałam więc syna i położyłam spać, w samym bodziaku. Spał już do samego celu.
Niestety obudził się głodny, kilka kilometrów przed końcem trasy, który okazał się najgorszy - zabłądziliśmy. Błądziliśmy tak ponad 40 minut, koszmar. Fab płakał z głodu, ja mu jeść nie mogę dać, bo zaraz wizyta, w aucie gorąco... Na szczęście udało się, znaleźliśmy klinikę, dotarliśmy na miejsce i Fabiś mógł w końcu mieć wyleczone ząbki! (o samej wizycie przygotuję inną notkę, chciałam opisać swoje wrażenia po podaniu syropu Dormicum).
Droga powrotna. Na szczęście Fabiś spał godzinę po samym wyjeździe od stomatologa. Niestety znowu w okolicy Radomia zaczęły się wymioty. Tym razem wymiotował kilka minut, więc po krótkim postoju szukaliśmy jakiegoś miejsca, w którym moglibyśmy zjeść i odpocząć. Podawać czegokolwiek do ust małego się bałam.
Po kilku minutach jazdy padło na pierwszy lepszy lokal - w tym przypadku Folwark Bancer. Bardzo przyjemne miejsce, przystosowane dla dzieci. Zamówiony obiad bardzo mi smakował i był tak wielki, że całego nawet nie dałam rady zjeść ;)
Niestety na miejscu tuż po złożeniu zamówienia Fabi dostał torsji, które trwały prawie 15 minut. Zwymiotował wszystko, włącznie z wodą... Przerażenie moje sięgało zenitu. Musieliśmy ewakuować się do łazienki i ogarnąć całe zamieszanie. Bardzo się cieszę, że Karolina, u której byliśmy pożyczyła nam ciuszki, ponieważ Fab był dosłownie cały w wymiocinach... Przebrałam więc go jak najszybciej, wymyłam w prowizorycznych warunkach i poszłam zjeść. Fab w tym czasie tylko pił, a był ogromny upał, więc pić bardzo mu się chciało... Po jedzeniu prawie godzinę spacerowaliśmy i bawiliśmy się we wrzucanie kamyków w ogromną kałużę. Chcieliśmy, aby maluch trochę odetchnął przed dalszą podróżą. Niestety jak tylko ruszyliśmy, znowu zaczął wymiotować... Na mnie, na siebie... Jechał więc do domu w samym T-shirt'cie. Bałam się nawet podawać mu wodę, żeby znów się nie męczył. Na szczęście małymi łyczkami dał radę i mógł coś się napić. W opanowaniu wymiotów pomogło nam przesunięcie fotelika na środkowe miejsce tylnej kanapy. Inaczej chyba dojechalibyśmy pływając w środku samochodu.
Wyjazd był... strasznie męczący. Długa podróż w upale, błądzenie, wymiotujące dziecko... Brrr podróży odechciało mi się na długi, długi czas...
Macie jakieś sprawdzone sposoby na chorobę lokomocyjną niespełna 2 latka?
Mama nie ma serca i budzi dziecko...
W drodze
Taki bidulek w drodze :(
Już po! Mamy zdrowe ząbki! Dziękujemy naszej kochanej Pani dentystce :*
Obiad w Folwarku
W końcu w domku
In
z życia,
Taka sytuacja
Poszłam sobie wieczorem pod prysznic, syn bawi się z moją siostrą w pokoju. W pewnym momencie słyszę, że drzwi od łazienki się otwierają - myślę spoko, pewnie Fabi przyszedł, bo się stęsknił. Nagle czuję, bach, drzwi od prysznica się otwierają. Fab wlazł mi do prysznica, sam, w ciuchach*... Chyba skończyło się spokojne mycie :D
*Pierwszy raz sam wszedł do brodzika, wcześniej był za niski żeby wejść samemu ;)
A tak dokładniej ostatnie 2 tygodnie, ponieważ tydzień temu nic się nie pojawiło (i nawet nikt się nie upomniał!). Także dziś zasypuję Was zdjęciami. Mam nadzieję, że tak jak i ja czekaliście na ten post :)
Botwinkowa to ewidentnie królowa wiosennych zup u mnie w domu. Lubimy ją gotować w szczególności w upalne dni, ponieważ jest smaczna zarówno na ciepło, jak i w wersji chłodnej. Zapraszam Was do przygotowania tej zupki :)
Składniki:
- bulion (mięsny lub warzywny)
- pęczek botwinki (młode buraczki z liśćmi)
- ziemniaki
- łodyga selera naciowego
- marchew
- śmietana
Botwinkę opłukujemy w chłodnej wodzie i kroimy, zarówno liście, jak i łodyżki. Ziemniaki i buraczki obieramy, jednego buraka zostawiamy całego, a resztę kroimy w kostkę. Marchew obieramy i kroimy w plasterki. Seler kroimy w ukośne paski. Do bulionu wrzucamy ziemniaki, wszystkie buraki (również ten cały*), marchew i botwinkę. Gotujemy aż warzywa zmiękną. Zestawiamy zupę z ognia, chochlą wybieramy czystą zupę (bez warzyw) i wlewamy do salaterki, dodajemy śmietanę i mieszamy. Tak wymieszaną śmietaną podprawiamy zupę i mieszamy. Doprawiamy zupę do smaku.
*Burak gotowany w całości daje mocniejszy kolor wywaru
Jak już wiecie z bloga i fanpejdżu wczoraj odbył się koncert charytatywny dla Kacperka. Razem z Fabisiem musieliśmy się na nim pojawić. Byliśmy jednak dopiero od połowy koncertu, czyli od godziny 15. Najpierw grał zespół Enigma, następnie były licytacje - Fab chyba rozniósłby salę z nudów :) Dlatego spokojnie pojechaliśmy sobie autobusem i spacerkiem doszliśmy do TDKu. Trafiliśmy na połowę licytacji, więc Fab troszkę się nudził i marudził, dlatego musieliśmy zajść na zaplecze i szukać tati. A tati miał zaraz grać. Tak, razem z MT bardzo się zaangażowaliśmy w koncert, więc jego zespół zagrał kilka piosenek. Po licytacjach właśnie odbył się koncert zespołu MT. Razem z Fabisiem tańczyliśmy pod sceną, a sam zespół porwał ludzi do tańca, więc było bardzo przyjemnie. MT gra muzykę w klimacie disco polo dance, także można potrzęść kuperkiem! Następnie mieliśmy przyjemność poznać Tomka i Magdę - rodziców maluszka oraz samego małego bohatera - Kacperka. Kacperek okazał się być malutkim i drobiutkim chłopczykiem o bardzo mądrym spojrzeniu. Przez cały czas trwania koncertu był bardzo grzeczny, z zainteresowaniem oglądał co się dzieje. Jest na prawdę bardzo uroczym chłopczykiem. Fabiś oczywiście Kacperka wygłaskał, porobił cacy, łapał za rączki i jakby mógł to by go zabrał do domu (razem ze mną!). Bardzo się cieszymy, że mieliśmy szansę się poznać i liczę na to, że jeszcze się zobaczymy i będziemy działać zbierając pieniążki dla Kacperka!
Po samym koncercie odbyło się losowanie nagród. Ponieważ każdy kupiony bilet (kosztował 5 zł) brał udział w losowaniu nagród. Udało nam się z Fabisiem wygrać 2 płyty After Party z autografami (jeden z naszych ulubionych zespołów!), zdjęcie z autografem Power Play (też lubimy!) oraz karnet na 4 wejściówki do szkoły fitnesu na dowolne lekcje (oj chyba skuszę się na zumbę :)) Także było fajnie!
Żałuję tylko, że nie dopisała frekwencja, ale nie czarujmy się - termin i godzina koncertu były do bani. Niestety tylko w takich godzinach była wolna sala, którą udostępniono...
Zostawiam Was z kilkoma zdjęciami. Z samego koncertu zdjęć nie mam, bo... nie miałam czasu, tańczyłam z Fabisiem :) Jednak jak tylko jakieś dorwę, to zrobię Wam fotorelację!
Od lewej: Misiowa, Fabiś, MT, Tomek, Kacperek i Magda Serafin, Martyna Bela przewodnicząca wolontariatu
Razem z zespołem OPEN :)
Kochani, już na wstępie pragnę ogromnie Wam podziękować. Za całe Wasz zaangażowanie w tą małą akcję. Dziękuję za wszystkie lajki, za udostępnienia, za wpłaty. Dziękuję blogerkom, że nagłośniły akcję, dziękuję sponsorom za wspaniałe nagrody. Dziękuję także Wam, za każdą wpłaconą cegiełkę.
Mam świadomość tego, że całej kwoty zebrać się nie udało, że w porównaniu do 20 000 zł, które są potrzebne, jest to zaledwie kropla... Ale grosz do grosza i powoli się uda, a takie pieniążki nie znajdą się od tak sobie. Także cieszmy się kochani z każdej wpłaconej cegiełki! :)
Zebraliśmy
1425 zł
Co dało 285 cegiełek!
Bardzo się cieszę, że udało się zebrać aż tyle. Na początku marzyło mi się zebrać chociaż 500 zł, także moja radość jest potrójna. Dziękuję Kochani :) Przechodzę już do konkretów i ogłoszenia wyników naszego konkursu :)
Prezent od żyrafy Sophie wygrywa:
Katarzyna Siedlecka
Kocyk od Kidy.pl wygrywa:
Karolina Abramczyk
Książeczkę od portalu iCzytam wygrywa:
Magdalena Piech
Płyty od portalu Lulek.tv wygrywają:
Barbara Ślusarz
Marta Stasica
Magdalena Bugno
Żaneta Kruk
Aneta Zaręba-Maksymiuk
Bony na fotoksiążkę Printu wygrywają:
Barbara Mróz
Anna Mikołajczyk
Paulina Szafrańska
Sylwia Wnuk
Ewa Tomczyk
Justyna Pindral
Adrianna Cichecka-Dudłak
Monika Giziewicz
Barbara Gawrońska
Paulina Konefał
Kosmetyki od firmy Biały Jeleń wygrywa:
Monika Lewandowska
Upominek od CzikiMonkey wygrywa:
Anna Kowalska
Konika uszytego przez Boginie Przy Maszynie wygrywa:
Magdalena Krajanowska
Płyty Muzyka dla Bobasa wygrywają:
Kinga Sołtys
Małgorzata Tomczyk
Dowolne body z asortymentu sklepu PINOKIO wygrywa:
Barbara Krasowska
Wanienkę Flexi Bath od firmy Stokke wygrywa:
Teresa Serafin
Płyn do mycia smoczków i butelek firmy Dzidziuś wygrywają:
Aneta Jędra
Magdalena Wasilewska
Natalia Mordal-Łata
Kreatywne zabawy CzuCzu wygrywa:
Aleksandra Nielek
Body lub koszulkę z dowolnym wybranym przez siebie napisem ze sklepu Family in Black wygrywa:
Izabela Suszycka
Upominek od Mama i Ja wygrywa:
Natalia Jarocka
Biżuterię od Pauliny z bloga Mama w Juliankowie wygrywa:
Mariola Bożek
Misiaka od Natalii z bloga Mama Diabełka wygrywa:
Amelia Poloczek
Spódniczkę Tutu od pani Izabeli wygrywa:
Marta Rusek-Cabaj
Serdecznie gratuluję wszystkim zwycięzcom! Bardzo proszę o kontakt na konkursdlakacperka@wp.pl we wiadomości proszę o przesłanie swoich danych korespondencyjnych do wysyłki nagrody :) Osoby, które wygrały bon do printu proszę o zatytułowanie wiadomości "wygrana bon printu", nie wysyłajcie mi w nich adresów, będziemy dogadywać z firmą kod zniżkowy, zapewne po prostu odeślę Wam go w mejlu zwrotnym (pamiętajcie, że obniżka o 50 zł obowiązuje przy zakupie książki za min. 51 zł). Osoby, które wygrały body/koszulki do wyboru proszę we wiadomości o wskazanie swojego wyboru :)
Na wiadomości czekam do 25 maja do północy, jeśli ktoś się nie zgłosi po odbiór nagrody - wybiorę innego zwycięzcę.
Kochani zapraszam Was również na koncert charytatywny dla Kacperka. Odbywa się jutro o godzinie 14 w Tarnobrzeskim Domu Kultury. Wstęp, to cegiełka w wysokości 5 zł, która bierze udział w loterii. Na koncercie zagra m.in. Tata Fabisia :) W przerwach między koncertami odbywać się będą aukcje różnych wartościowych przedmiotów: rzeźby, obrazy, płyty z autografami itp. Serdecznie Was zapraszam :) My z Fabisiem wybieramy się :)
Przygotowania konkursowo-koncertowe tak mnie wciągnęły, że w ostatnim czasie sypiam po 4-5h na dobę. Dlatego wybaczcie, że tak mnie tu mało. Zbliża się także sesja, pierwsze zaliczenia, więc głowę mam całkowicie nie w blogowaniu...
Dziś mam dla Was małą foto-relację z komunii na której byliśmy 11 maja. Do sakramentu przystąpił chrześnik mojej mamy, czyli syn jej brata. A dopiero przecież był taki malutki i robiłam im zdjęcia na chrzcinach!
Przyjęcie odbyło się w Tarnobrzeskim Dworku pod Lipami. Jestem zauroczona tym miejscem. Znajduje się w pięknym parku z kilkusetletnimi drzewami. Największą atrakcją jest pałacyk. Samo miejsce jest spokojne, odgrodzone od ruchliwej ulicy i miastowego zgiełku. Pięknie! Szkoda tylko, że jedzenie mieli mocno średnie :))
Na samej Mszy nie byliśmy, z racji tego, że kościół był na drugim końcu miasta, my nie zmotoryzowani, a do tego Fab nie wytrzymałby całej uroczystości. Dlatego przyjechano po nas dopiero, gdy wszyscy dojechali do restauracji. Pojedliśmy, pobawiliśmy się, a potem Fabiś padł i trzeba było się ewakuować, bo nie miał gdzie spać (oprócz moich rąk). Ale było bardzo miło :) Do tej pory synek uśmiecha się, gdy wspominam Karolcię, z którą tego dnia się bawił.
Marynarka Mosquito
Spodnie Next
Buty Naturino
Wczorajszy tydzień w zdjęciach publikuję dopiero dziś. Zarówno pogoda, jak i mój wczorajszy humor nie nastrajały mnie do pisania. Dodatkowo byłam zmęczona po wczorajszej komunii. Dziś jestem zmęczona nie mniej niż wczoraj, bo po długiej przerwie wróciłam na uczelnię... No, ale przegląd tygodnia musi być i basta!
Książeczkowy szał trwa w najlepsze. Fabiś ma coraz więcej ulubionych pozycji. Czekamy tylko na zastrzyk gotówki i będziemy uzupełniać biblioteczkę - bo wiem, że warto :) Na zdjęciu Wiosna na ulicy Czereśniowej.
Przepis na ten sos krąży w naszej rodzinie od bardzo dawna. Już moja babcia za czasów PRLu robiła taki sosik na obiad. Chociaż wtedy był to raczej rarytas :) Dziś również się nim zajadamy. Kiedyś stawiałam przy nim na jeszcze większą wygodę i sos kupowałam torebkowy, ale odkąd Fab jada z mojego talerza ;) to i sosik jest domowy. Sam sos polecam również do gołąbków, jest smaczny i delikatny :)
Sos pomidorowy z kiełbasą
Składniki:
- laska kiełbasy
- woda
- mąka
- koncentrat pomidorowy
- sól, pieprz, papryka słodka mielona
- opcjonalnie cebula
Kiełbasę kroimy w niewielkie kawałki (można obrać ze skóry, ja to pomijam i od razu kroję), cebulę obieramy i kroimy w plastry. Smażymy na rumiano na patelni.
Mieszamy mąkę z wodą do uzyskania jednolitej konsystencji płynu (u mnie na ok. 500 ml wody dodałam 1,5 łyżki mąki). Gotujemy mieszając co jakiś czas aż do momentu gdy płyn zgęstnieje. Jeśli sos jest zbyt gęsty dolewamy wody. Gotujemy na wolnym ogniu kilka minut, aby mąka nie była surowa. Dodajemy koncentrat pomidorowy (ilość zależna od tego ile sosu robimy i jak intensywny smak chcemy osiągnąć) i doprawiamy do smaku.













