In
uroda,
CZY WARTO ZROBIĆ SOBIE MANICURE HYBRYDOWY? CZYLI KILKA SŁÓW O TEJ METODZIE MALOWANIA PAZNOKCI
Dzisiaj kilka słów o bardzo popularnej ostatnio hybrydowej metodzie malowania paznokci. Noszę takie paznokcie od września, więc mogę Wam cokolwiek na ich temat przybliżyć. A opinia mamy, jest dla drugiej zabieganej mamy chyba najlepsza :)
Dawno nie było tu żadnej notki dla mamy, a może bardziej dla kobiety :) Dlatego czas to nadrobić. Może nowy rok będzie sprzyjał zmianom i takich notek dla mam pojawi się tu więcej? Koniecznie dajcie znać czy chcecie takie notki!
Każda kobieta pragnie być piękną w oczach innych. Właśnie dlatego korzystamy z dobrodziejstw, jakimi są kosmetyki. Chociaż przed ciążą zdecydowanie częściej ;) Po porodzie ciężko jest ogarnąć rzeczywistość i mieć czas (a już w ogóle siły) żeby na twarz cokolwiek nakładać.
Do makijażu codziennego wróciłam idąc na studia - żeby jakoś wyglądać. Bo na co dzień daję skórze oddychać i nie przesadzam z make-upem. Póki cera mi na to pozwala, to z tego korzystam. Jednak pokażę Wam dziś co używam do takiego normalnego, wyjściowego makijażu. Całość zajmuje mi 5 minut, więc dla chcącego, to i codziennie mogłabym się malować - ale tak jak napisałam, wakacje są czasem dla regeneracji skóry :)
Podkład - aktualnie używam Rimmel Match Perfection. Kolor jest zdecydowanie mój, czyli bardzo jasny, chłodny i w różowym odcieniu. Niestety nie podoba mi się jego formuła. Podkreśla mi suche skórki i zapycha na policzkach (z czym ostatnio walczę). Aktualnie szukam czegoś o tym samym kolorze, a lżejszej formule, może skuszę się na jakiś azjatycki krem bb?
Tusz do rzęs - aktualnie używam Wibo Extreme Lashes. Mojego ulubionego tuszu z firmy Lovely ostatnio w ogóle nie mogę trafić, więc wróciłam do jednego z ulubieńców. Tusz Wibo dobrze rozdziela rzęsy i wydłuża je, daje naturalny efekt, który lubię najbardziej. Do tego kosztuje zawrotne 10 zł ;) Jedynym minusem, który zauważyłam u siebie, to osypywanie po kilku godzinach, ale dość często przecieram oczy, więc może to jest trochę winne temu stanowi?
Kredka do oczu - aktualnie używam Essence Kajal Pencil. Hit, który znalazłam na blogach kosmetycznych. Mam opadające i tłuste powieki, więc zaraz wszystko mi się rozmazuje i odbija. Ta kredka zastyga na powiece i trzyma się cały dzień w niezmienionym stanie. A to wszystko za 5 zł! Jestem z niej bardzo zadowolona i używam zmiennie grafitowej z brązową. Polecam i Wam :)
Róż do policzków - aktualnie używam limitowanego Essence Vintage District. Bardzo go lubię, chociaż to mój pierwszy róż w ciepłym odcieniu. Zawsze stawiałam na chłodne kolory. Tymczasem do ciepłego odcienia szminki nie nałożę przecież chłodnego różu :) Dlatego skusiłam się, gdy zobaczyłam ten róż na wyprzedaży. Nie ma drobinek, więc nie podkreśla porów, a do tego nie da się nim zrobić plam. Bardzo fajny :)
Szminka - aktualnie najczęściej używana Rimmel Vintage Pink. Moja pierwsza i najulubieńsza pomadka. Lubię ją ze względu na kolor, w którym dobrze się czuję. To taki zgaszony i chłodny róż. Odpowiedni dla chłodnego bledziocha, jakim jestem. Na moich ustach trzyma się dość długo i równomiernie zjada.
Pędzel do różu - aktualnie używam Catrice Powder Brush. Bardzo lubię ten pędzel ze względu na kształt. Jest mały, więc zmieści się także w torebce. Sprzedawany w fajnym, zamykanym plastikowym opakowaniu. Włosie dla mnie jest delikatne i lepsze niż naturalne (naturalne pędzle po kilku latach zaczynają twardnieć, w końcu są z martwych włosów...), dobrze się dopiera. Dla mnie pędzlowy hicior.
A Wy jakich kosmetyków używacie na co dzień? Możecie coś polecić? :)
In
uroda,
Odpicowana mama
Jeszcze przed zajściem w ciążę nie wyobrażałam sobie wyjścia na dwór bez makijażu. No bo jak to tak? Bez makijażu, to prawie, jak nago. Twarz bez wyrazu, jak nastolatka...
Patrzyłam na inne mamy: z tłustymi włosami, w rozciągniętych dresach, nie pomalowane, z sińcami pod oczami. I miałam postanowienie, że jeśli zostanę matką, to do grona zaniedbanych mamusiek nie dołączę.
O, jak ja się myliłam! Pierwsze trzy miesiące życia Fabianka były koszmarem kolek. W przerwach od krzyków, zamiast pomalować się i umyć włosy to... szłam spać. Bo inaczej nie mogłabym normalnie funkcjonować.
Patrząc wtedy w lustro widziałam cień siebie... Bo gdzie byłam ja? Kochająca makijaż, kosmetyki? Widziałam w odbiciu jakąś zaniedbaną dziewczynę z wielkimi sińcami pod oczami i jesienią średniowiecza na twarzy...
Na szczęście ten trudny czas szybko minął. Razem z Fabiankiem nauczyliśmy się siebie. Wiem, kiedy mam chwilkę dla siebie, kiedy mogę odpocząć.
Chwilę na pomalowanie się i zadbanie o siebie mam z samego rana. Wkładam wtedy Fabisia do krzesełka do karmienia. Kładę mu zabawki i mam 5 minut na szybki makijaż ;) Bo ogarnąć chałupę też trzeba, więc skupiam się na tym, aby makijaż był szybki, maskował niedoskonałości i delikatnie upiększał.
Krok 1. Na niedoskonałości, zaczerwienienia (w moim przypadku broda i skrzydełka nosa) i powieki nakładam podkład. Aktualnie korzystam z FM Make up Advanced Foundation (w kolorze Alabaster)
Krok 2. Całość twarzy pudruję. Używam pudru Alverde (w kolorze 010 Naturelle)
Krok 3. Na powiece rysuję kreskę. Tutaj akurat używam kredki jumbo pencil Avon w kolorze surf. Czasami przy odrobinie szczęścia udaje mi się pomalować cieniami ;)
Krok 4. Rzęsy tuszuję. Robię to metodą zygzakową. Aktualnie używam tuszu Avon Super Drama (chociaż wcale go nie lubię, ot prezent)
Krok 5. Na usta nakładam odrobinę Carmexu. Posiadam dwa, jeden zwykły w słoiczku, drugi noszę w torebce - wiśniowy w tubce.
Krok 6. Twarz konturuję różem. Aktualnie jest to po prostu cień Kobo z kolekcji mono w odcieniu 104 Pale Peach
Całość zajmuje mi 5 minut. Na dłuższe makijażowe posiedzenia nie mam czasu :) Ale liczy się fakt, że pomaluję się i nie chodzę jakbym była chora (a tak wyglądam nie pomalowana ;))
Ps. Jak Wam się podoba pomysł umieszczania od czasu do czasu notki kosmetycznej? :)
Patrzyłam na inne mamy: z tłustymi włosami, w rozciągniętych dresach, nie pomalowane, z sińcami pod oczami. I miałam postanowienie, że jeśli zostanę matką, to do grona zaniedbanych mamusiek nie dołączę.
O, jak ja się myliłam! Pierwsze trzy miesiące życia Fabianka były koszmarem kolek. W przerwach od krzyków, zamiast pomalować się i umyć włosy to... szłam spać. Bo inaczej nie mogłabym normalnie funkcjonować.
Patrząc wtedy w lustro widziałam cień siebie... Bo gdzie byłam ja? Kochająca makijaż, kosmetyki? Widziałam w odbiciu jakąś zaniedbaną dziewczynę z wielkimi sińcami pod oczami i jesienią średniowiecza na twarzy...
Na szczęście ten trudny czas szybko minął. Razem z Fabiankiem nauczyliśmy się siebie. Wiem, kiedy mam chwilkę dla siebie, kiedy mogę odpocząć.
Chwilę na pomalowanie się i zadbanie o siebie mam z samego rana. Wkładam wtedy Fabisia do krzesełka do karmienia. Kładę mu zabawki i mam 5 minut na szybki makijaż ;) Bo ogarnąć chałupę też trzeba, więc skupiam się na tym, aby makijaż był szybki, maskował niedoskonałości i delikatnie upiększał.
Czego używam?
Krok 1. Na niedoskonałości, zaczerwienienia (w moim przypadku broda i skrzydełka nosa) i powieki nakładam podkład. Aktualnie korzystam z FM Make up Advanced Foundation (w kolorze Alabaster)
Krok 2. Całość twarzy pudruję. Używam pudru Alverde (w kolorze 010 Naturelle)
Krok 3. Na powiece rysuję kreskę. Tutaj akurat używam kredki jumbo pencil Avon w kolorze surf. Czasami przy odrobinie szczęścia udaje mi się pomalować cieniami ;)
Krok 4. Rzęsy tuszuję. Robię to metodą zygzakową. Aktualnie używam tuszu Avon Super Drama (chociaż wcale go nie lubię, ot prezent)
Krok 5. Na usta nakładam odrobinę Carmexu. Posiadam dwa, jeden zwykły w słoiczku, drugi noszę w torebce - wiśniowy w tubce.
Krok 6. Twarz konturuję różem. Aktualnie jest to po prostu cień Kobo z kolekcji mono w odcieniu 104 Pale Peach
Całość zajmuje mi 5 minut. Na dłuższe makijażowe posiedzenia nie mam czasu :) Ale liczy się fakt, że pomaluję się i nie chodzę jakbym była chora (a tak wyglądam nie pomalowana ;))
A jak wygląda Wasz codzienny makijaż? Macie na to czas?
Ps. Jak Wam się podoba pomysł umieszczania od czasu do czasu notki kosmetycznej? :)







