Za 10 lat
Jeszcze pięć lat temu byłam całkiem innym człowiekiem. O innym podejściu do życia, innym nastawieniu do świata. Byłam jeszcze dzieckiem.
Dziś jestem w takim, a nie innym miejscu. W wieku 22 lat mam 14 miesięcznego syna.
Gdyby ktoś mi powiedział 5 lat temu, że w takim wieku będę mieć dziecko, to kazałabym mu puknąć się w głowę. Bo ja miałam wielkie plany i marzenia.
Czas i życie troszkę je zmieniły.
Czasami wybiegam sobie w przyszłość. I zastanawiam się, jak będzie wyglądać moje życie za 10 lat.
Na pewno będę mieć 32 lata (nie umiem sobie wyobrazić siebie w takim wieku), Fabi będzie dużym chłopcem (tego jeszcze bardziej nie umiem sobie wyobrazić).
W moich marzeniach jest dom. Taki pachnący chlebem i goździkami. Jasny, przestronny, z dużą ilością drewna. Z czerwoną cegłą. Za oknem brzozy i lipy tworzące aleję. Do tego taras. Na którym stałby mój fotel. Siadałabym na nim rankiem, pod kocem i piła herbatę. Doceniając ciszę przed wstaniem dziecka.
W moich marzeniach jest spokojna praca. Może i nudna, gdzie szła bym o 8, a wychodziła o 16.
Jest też ktoś, kto byłby przy mnie. Tak po prostu, dla mnie.
Jest też dużo radości, zabawy, miłości, spotkań z rodziną.
A potem otwieram oczy.
I wiem, że warto walczyć o własne marzenia. Mamy tylko jedno, krótkie życie. Przeżyjmy je tak, jak chcemy i pragniemy.
Mam nadzieję, że za 10 lat napiszę Wam notkę o tym, że warto mieć marzenia i o tym, że ja swoje spełniłam.
A o czym Wy marzycie? Jak widzicie siebie za 10 lat?





