In
z życia,
Pierniczymy
Kilka dni temu w końcu wzięliśmy się za pierniczenie. Tak jak i w tamtym roku oczywiście Fabio nie miał humoru ;P Ciasto wyrobiłam sama, ale już przy wycinaniu młodzież była skora do pomocy. Oczywiście nie obeszło się bez kradzieży wałka, dziurawienia ciasta i psucia wyciętych już pierniczków... Ale najważniejsze, że była przy tym dobra zabawa. A pierniczki prawie wszystkie już zjedzone :P
Hello! :)
Po długiej nieobecności powracamy na bloga. Jak wiecie na dłuższy czas zostałam pozbawiona komputera, ale w końcu został naprawiony, więc i dla mnie jest to duża wygoda.
Zniknęliśmy na całe 3 tygodnie. Wszystko spowodowane przez dawno planowany remont. Wymienialiśmy drzwi, wiązało się to z kuciem ścian, więc było i malowanie, i wymiana mebli :) Do tego remont przedpokoju (jeszcze nie skończony) i pokoju Juli pseudo DeDe. Na te 3 tygodnie przenieśliśmy się do baby Boji. Na początku mieliśmy problemy ze spaniem, ale później przywykliśmy. Fabiś zakochany w babci, nawet przez sen ją wołał. Ale sielanka się skończyła. Wczoraj wróciliśmy do domu, a wieczorem Fab nie mógł znaleźć sobie miejsca. Popłakiwał, prawie do północy nie mógł usnąć, wołał babę Bojo... Tęsknota... Bo dziwnie tak wrócić nam było po takiej przerwie. Na szczęście babcia mieszka blisko, więc możemy ją często odwiedzać :) A dzisiaj babcia nawiedza nas, żeby zobaczyć jak te remonty nam poszły.
W ciągu tych 3 tygodni Fabiś chorował. Przywlókł wirusa ze żłobka (bo bardzo inteligentna matka puściła dziecko z zapaleniem oskrzeli i jeszcze tym się szczyciła w szatni...). Wizyty u pediatry, skierowanie do pulmunologa... Bujanie się od przychodni do przychodni. Portfel schudł w zastraszającym tempie, ale dla dobra dziecka wszystko! Przez te 3 tygodnie był pod inhalacjami (które będą kontynuowane 3 miesiące), syropami, tabletkami... Do tego byliśmy na pobieraniu krwi w kierunku IGe/IGa gdzie wszystko na szczęście jest w normie. Fabiś miał też rtg płuc, wynik też ok. Diagnoza po 3 tygodniach - osłuchowo jest w miarę, ale żłobek na 1,5 miesiąca a może w ogóle trzeba będzie odpuścić. Także nie nudziliśmy się. O pobieraniu krwi i rtg napiszę coś więcej w osobnej notce, o tym jak się przygotowaliśmy do tych badań, aby obyło się bez płaczu.
Tęskniliście za nami? :)
Znacznie mniej nas w blogosferze. Wszystko przez to, że mam popsuty komputer i zupełnie mam pojęcia kiedy zostanie naprawiony. A notki z telefonu pisze mi się tragicznie ;) Tak w skrócie co u nas:
Po 3 tygodniach choroby Fabiś w końcu wyzdrowiał. Diagnoza? Alergia, wyrzynająca się ostatnia piątka oraz zapalenie krtani i oskrzeli. Wszystko naraz, więc ciężko nam się było wyleczyć. Teraz zostało nam unikanie alergenów (ciężko będzie, bo podejrzewam, że F jest uczulony na kurz i roztocza) oraz wzmocnienie nadszarpniętej i to dość mocno odporności.
Fabi wrócił też do żłobka. Zostaje już na drzemki. Śpi bez problemów, ładnie je, jest grzeczny i nie wdaje się w bójki ;) Także jest ok i obydwoje jesteśmy zadowoleni.
Za to ja wróciłam na uczelnię. Plan mam tragiczny, z Fabinem praktycznie się mijamy... Ale nie chcę narzekać, bo studiuję dla nas, żebyśmy kiedyś w życiu mieli lepiej.
Poddałam się też małej metamorfozie, mianowie ścięłam włosy i je przefarbowałam. Efekty oceńcie sami ;)
Po 3 tygodniach choroby Fabiś w końcu wyzdrowiał. Diagnoza? Alergia, wyrzynająca się ostatnia piątka oraz zapalenie krtani i oskrzeli. Wszystko naraz, więc ciężko nam się było wyleczyć. Teraz zostało nam unikanie alergenów (ciężko będzie, bo podejrzewam, że F jest uczulony na kurz i roztocza) oraz wzmocnienie nadszarpniętej i to dość mocno odporności.
Fabi wrócił też do żłobka. Zostaje już na drzemki. Śpi bez problemów, ładnie je, jest grzeczny i nie wdaje się w bójki ;) Także jest ok i obydwoje jesteśmy zadowoleni.
Za to ja wróciłam na uczelnię. Plan mam tragiczny, z Fabinem praktycznie się mijamy... Ale nie chcę narzekać, bo studiuję dla nas, żebyśmy kiedyś w życiu mieli lepiej.
Poddałam się też małej metamorfozie, mianowie ścięłam włosy i je przefarbowałam. Efekty oceńcie sami ;)
Za szybko zaczęłam się cieszyć z Fabisiowej zdrowotnej poprawy. Wcale się nie poprawiło, ba! Wręcz się pogorszyło. Bo po kontroli lekarskiej dostaliśmy skierowanie na szpital... Wydałam fortunę na leki i prywatne wizyty u pulmunologa, ale swojego dopięłam i Fabiś jednak został w domu. Z arsenałem 8 leków... Szkoda mi go dawać do szpitala, bo pójdzie z jedną chorobą, a wyniesie 3 nowe. W dodatku teraz jakiś sezon na choroby u dzieci, więc cała przychodnia zawalona była chorymi dzieciakami...
Mam nadzieję, że na poniedziałkowej kontroli okaże się jednak, że leki działają i że nie musimy iść na ten szpital. Modlę się już o to, bo siedzimy w domu 3 tydzień...
Wyobrażacie sobie 3 tygodnie w domu, gdy za oknem taka piękna pogoda? Tak mi go szkoda, że nie może wyjść na dwór :( A jest pięknie, ponad 20 stopni, wszyscy cieniutko ubrani, bo tak gorąco. A my kisimy się w domu... Oby w poniedziałek diagnoza była miła dla naszych uszu. Trzymajcie kciuki!
Ten tydzień był męczący. W sobotę wieczorem Fabiś zaczął sucho kaszleć, wymiotować, a w nocy dusić się... W niedzielę rano jechaliśmy na pogotowie z MB, diagnoza - zapalenie krtani. 4 dni antybiotyku oraz nebulizacji. Nebulizacje okazały się być torturą dla tego małego diabła, więc po konsultacjach z pediatrą odstawiliśmy je. Sąsiedzkie uszy odetchnęły z ulgą ;) Po wczorajszej kontroli u lekarza Fab dostał jeszcze wykrztuśnie krople oraz leki na katar (ma go już ponad dwa tygodnie...)
Co u mnie? Praca, praca, praca. Czasu na spanie mam mniej niż bardzo mało, a tu październik i studia się zaczną. Ale dam radę! :) A Was zapraszam na misiowe all. Link pod nagłówkiem, zakładka Sklepik :)
W tym tygodniu przeszłam też załamanie nerwowe w związku z blogiem... 1 października zniknęły zdjęcia ze wszystkich postów! Zawał na miejscu normalnie... Kilka dni grzebałam co się mogło stać, już nawet zaczęłam myśleć o przenosinach na własny serwer... Ale odkryłam wczoraj, że ktoś usunął mi po prostu zdjęcia z PicassaWeb i były w koszu :/ Wirus? Najważniejsze, że już się pojawiły :)
PS. Kupiłam w końcu wymarzone sztyblety! :D
Fabiś miał na sobie:
Tshirt - Rebel
Legginsy - Cherokee
Buty - Clarks
Kolejny, drugi już żłobkowy tydzień za nami. W poniedziałek Fabiś wrócił po tygodniowej przerwie do żłobka. Przyznam, że bałam się. Bo jednak przerwa w żłobkowaniu może spowodować kolejną turę płaczu, gdy dziecko iść od mamy nie chce.
Na szczęście miło rozczarowałam się :) Fabiś z uśmiechem na twarzy poszedł do dzieci i tak było przez cały ten tydzień. Podejrzewam, że wpłynął na to... kolega. Bo synek ma już swojego ulubionego kolegę, który już od drzwi biegnie właśnie do niego :) Dziś zauważyłam jeszcze, że dołączyła do nich dziewczynka, więc mają zgraną pakę. Cieszy mnie to bardzo, bo czasami żłobkowe przyjaźnie są trwałe i długie. A świadczy o tym znajomość mojej siostry ze swoim kolegą. Od żłobka, do teraz - gimnazjum, nadal się ze sobą przyjaźnią. Piękne, prawda?
W tym tygodniu dostałam także pierwszą Fabiniową pracę (klik). Dumna mnie rozpierała, a z emocji aż miałam łzy w oczach :))
A jak u Was kochane?
Fabiś miał na sobie:
Tshirt - England (sh)
Spodnie - nn (sh)
Buty - H&M
Wiem, że jesteście ciekawe jak nam minął. Pytacie w wiadomościach i na fejsie jak było, także dzisiaj wpis o naszym pierwszym tygodniu w żłobku :)
Poniedziałek - szłam z duszą na karku. Umówiłam się z panią wychowawczynią, że przyprowadzę Fabisia na pół godzinki. Tak, aby chwilę się pobawił i zjadł zupkę. Postanowiłyśmy, że najlepiej będzie przyprowadzić go o 9:30, gdzie zupka jest o 10. Przyszliśmy do żłobka, odnaleźliśmy nasz znaczek (z autkiem!), przebraliśmy buciki. Fabiś wziął ze sobą autko i Georga. Wytłumaczyłam mu, że idzie na chwilkę do dzieci, a mama będzie czekać w szatni. Drzwi się otworzyły, zobaczył dzieci i nie oglądając się na mnie poszedł ;) Stanęłam na korytarzu i czekałam, płaczu nie było słychać. Po 10 minutach słyszę, że drzwi od sali otwierają się. Wychylam się delikatnie i co widzę? Fab sam otworzył sobie drzwi i wyszedł :D Na szczęście nie zdążył mnie zobaczyć, a pani szybko zareagowała. O 10 zjadł zupkę, pani wyszła i powiedziała, że w sumie grzecznie się bawi. Więc czekałam. W sumie był 1,5 godziny. Stwierdziłam, że lepszy niedosyt niż przesyt. Po wszystkim poszliśmy na plac zabaw. Po drodze Fabiś z radością i przejęciem opowiadał, że były dzidzi, bum bum i niaaam ;)
Wtorek - Tym razem Fabiś miał już zostać sam od 9:30 do 11. Całą drogę do żłobka szedł zadowolony i uśmiechnięty. Po wejściu do budynku zaczął troszkę pojękiwać, że chce na pole. Przy przebieraniu podobnie. Po otworzeniu drzwi na salę zaczął płakać. Pani wzięła go na ręce, a ja wyszłam. Tak bez emocji. Wiedziałam, że dla niego tak będzie lepiej... Chociaż po wyjściu z budynku miałam łzy w oczach... Wróciłam po niego o 11 i znowu zadowolony opowiadał co robił. I znowu poszliśmy na plac zabaw wyszaleć się.
Środa - kryzysowy dzień. Od razu po wstaniu Fabiś płakał, że dzidzi nie. Całą drogę do żłobka lamentował, że chce do baby Boni. Więc całą drogę opowiadałam mu, że idzie do dzieci, że będzie jeździł autkami, zje niam niam obiadek i mama zaraz po obiadku po niego wróci. Płakał. Przy odbieraniu widziałam, że miał jeszcze zapuchnięte oczka. Ale pani mnie uspokoiła. Troszkę płakał, ale zabawiały go i nie pozwalały zastanawiać się gdzie jestem. Po żłobku poszliśmy na plac zabaw, ale po 10 minutach kazał się położyć spać, taki był zmęczony.
Czwartek - od rana tłumaczyłam Fabisiowi, że idzie do dzieci pobawić się, a mama po obiadku zaraz po niego przyjdzie. Myślę, że zrozumiał i zapamiętał, bo spokojnie wszedł na salę, pożegnał się i poszedł się bawić. Tym razem był dłużej, bo odebrałam go po drugim daniu. Chyba się nim nie najadł, bo całą drogę upominał się o jedzenie :D
Piątek - tak samo, jak i w czwartek ze spokojem poszedł na salę. Ba, widziałam w jego oczach, że cieszy się na widok dzieci - w końcu troszkę je już poznał :) Odebrałam go po obiadku, czyli po godzinie 12. Umówiłam się z panią, że w poniedziałek Fabiś przyjdzie już na śniadanko, czyli między 7 a 8 rano (śniadanie jest o 8:15).
Niestety w sobotę Fabiś dostał katarku, w niedzielę wieczorem zaczął pokasływać, więc w poniedziałek zamiast do żłobka trafiliśmy do pediatry. Początki jakiegoś wirusa i lekko czerwone gardełko. Dostaliśmy syrop i nakaz przetrzymania tygodnia w domu ;) Dziś idziemy na kontrolę i zobaczymy czy wszystko już ok. Musimy mieć też zaświadczenie od lekarza, że Fab jest zdrowy inaczej nie przyjmą go w poniedziałek do żłobka (co mi się bardzo podoba).
A jak Wam minęły pierwsze żłobkowe czy też przedszkolne dni? :)
U nas w domu to jednak bardziej obchodzi się imieniny niż urodziny, ot tak po katolicku. Bo przecież świętowanie dnia urodzenia przyszło do nas z Niemiec. W dawnych czasach katolicy świętowali jedynie dzień swojego imienia, ponieważ kościół uważał obchodzenie urodzin za pogańskie zwyczaje ;)
My jednak historią się nie przejmujemy i świętować lubimy. Dlatego 1 września, jak co roku stawiliśmy się u ukochanej babci Fabisia - Boni. Choć Fab humoru nie miał, z powodu wyżynającej się piątki ;)
Fabiś miał na sobie:
Tshirt - Rebel
Spodnie - Rebel
In
strój,
z życia
Babie lato
Ten tydzień pogodowo nas rozpieścił. Od rana słoneczko, choć do godziny 13 dość chłodno. Po 13 upalnie, a po 17 lodowato. Babie lato, jak nic :)
Dlatego od razu po żłobku korzystając z pogody chodziliśmy na plac zabaw. To jeden z ulubionych placyków Fabisia, bo wszystko jest idealnie dopasowane do jego wzrostu i nie muszę go trzymać za rączkę np. na małpim gaju, żeby mógł sobie przejść.
Także młodzieniec korzysta i wykorzystuje nadmiar energii do fizycznej zabawy, a ja z przyjemnością napawam się widokiem tej zadowolonej buzi :)
PS. Wracamy na allegro, zapraszamy na zakupy :) > klik <
Fabiś ma na sobie:
Bluza - TU (sh)
Spodnie - Early Days (sh)
Buty - Bartek
In
z życia,
Witaj szkoło!
Post miał pojawił się na weekendzie, ale nie mogę skupić się na nauce, więc piszę dziś :) Pochwalę się, a co :D
Za nami pierwszy dzień w żłobku. Bałam się go okrutnie... Rano był problem z dobudzeniem śpiocha (bo usnął po 23), ale jak usłyszał, że idziemy do dzieci, to migusiem wstawał. Zjedliśmy śniadanie, obejrzeliśmy bajkę i poszliśmy na umówioną 9:30.
W planie było, że Fab zostaje na pół godzinki i zje zupkę (podawaną o 10) po czym idziemy do domku. Doszliśmy do żłobka, odnaleźliśmy nasz znaczek, przebraliśmy buty i Fab zaczął płakać, bo chce na pole ;) Ale zaraz drzwi się otworzyły, wyszła pani, zobaczył dzieci na sali i... dziecko nawet się na mnie nie obejrzało tylko poszło. Byłam tak zdziwiona, że nie miałam czasu się smucić! Za jakieś 10 minut słyszę, że drzwi od sali się otwierają, a tu wychodzi z nich sam Fabiś. Otworzył sobie drzwi, jak gdyby nigdy nic :D Ale pani go dojrzała i wrócił na salę. Zjadł zupę, wyszła pani i stwierdziła, że Fabiś dalej się bawi. No to został w sumie 1,5h. Wyszedł na moją prośbę. Uśmiechnięty, szczęśliwy, opowiadając że bawił się autkami i jadł zupkę.
Nie płakał, tylko raz się zasmucił, bo dziewczynka cały czas płakała... Jestem z niego ogromnie dumna! Wyszliśmy i poszliśmy jeszcze na plac zabaw. Dobrze, że nie poszedł na dłużej. Lepszy niedosyt niż przesyt. Ciekawe teraz jak będzie jutro :)










