Od jakiegoś czasu razem z Fabisiem znaleźliśmy fajną alternatywę na nudne wieczory w domu. Bo podczas choroby wszystko szybko się nudzi, na spacer wyjść nie można, więc trzeba jakieś atrakcje zapewnić. Z pomocą przyszedł Google Play i ciekawe dziecięce gry. Dzisiaj podzielę się z Wami naszymi ulubionymi. Wszystkie pokazane aplikacje są darmowe.
Od dłuższego czasu Fabiś ma jedno wielkie hobby - samochody. Wspieram je w możliwie jak najlepszy sposób, dlatego staram się wynajdywać ciekawe samochody, niekoniecznie plastikowe. Razem układamy je, jeździmy, ścigamy się :) Począwszy od wielkich samochodów do piaskownicy, kończąc na maleńkich resorakach - wszystko jest w użyciu. Chociaż w ostatnim czasie Fab najbardziej interesuje się resorakami oraz wszystkimi autami "ijo", aczkolwiek bawimy się w pital (szpital), a jeszcze nie mamy karetki, więc zakup przed nami :D
Mamy kilka autek drewnianych, które ja bardzo lubię. Między innymi jest to ten drewniany dźwig. Auto inne niż wszystkie, ponieważ na tej łapce dźwigu zaczepiony jest magnes i możemy podnosić dołączone do zestawu klocki. Póki co Fabiś nie bardzo umie i chce się nim bawić, zazwyczaj po prostu ciąga go za sznurek po całym domu. W ogóle jakoś drewniane auta nie bardzo przypadły mu do gustu, więc staram się ich nie kupować (chociaż moja miłość do drewna trwa i trwać będzie :D)
Oczywiście nie ma zabawy, jeśli wszystkie auta nie są rozsypane po całym pokoju ;) Dlatego jeśli się bawimy, to staramy się je jakoś poukładać, żeby można było się poruszać po pokoju :D Najfajniejszą opcją jest tworzenie parkingów i pociągów. Na zdjęciu możecie dostrzec mały "pociąg" zmontowany z autek firmy Wader. Lubię zabawki z Wadera, ponieważ w parze z niską ceną idzie bardzo dobra jakość. Jedno z tych autek mamy ponad rok i dalej wygląda jak nowe (chociaż jeździło po chodnikach). Na tym zdjęciu Fabiś bawi się akurat pociągiem, który dostał na drugie urodziny. Nie pamiętam jaka to firma (buuu), ale pociąg rewelacja, wagony przyłącza się na magnes i można się bawić bez obaw, że coś się rozłączy. Pokazuję też Fabiemu działanie magnesów i czasami próbujemy dołączyć wagon w odwrotną stronę i wtedy lokomotywa przed nim ucieka :))
Wiosną znaleźliśmy w sklepie obok naszego domu samochodowe cacuszko - miętowego trabanta. I od tamtej pory zaczęło się nasze małe hobby, czyli kolekcjonowanie aut z czasów PRL-u. Do tej pory udało nam się uzbierać dwie Nysy (jeden autobus, jedną Milicję), Fiata 125P (Milicję), Fiata 126P, Warszawę, Syrenę, Trabanta, Poloneza CARO Plus. Kolekcja wg mnie jest rewelacyjna. Fabiś zawsze chwali się tymi autkami i każdy kto do nas przyjdzie jest nimi zachwycony. Jeden minus jest taki, że to połączenie metalu z plastikiem i niestety ten plastik odpada... Odpadły nam już reflektory, zderzaki :/ w Trabancie odpadła opona. Dlatego nie wiem czy jest sens je polecać. Chyba bardziej żeby kolekcjonersko stały na półce. U nas auta są w użytku, przechodzą wypadki i loty z balkonu ;) dlatego mają prawo się psuć. Wygląd za jakość? No coś za coś. Mamy z tej firmy jeszcze kilka autek w skali 1:24 kupionych w PEPCO, ale są podobnej jakości, czyli wszystko co plastikowe zaraz się psuje i odpada.
Ostatnio jednak oprócz aut ijo ijo (które nota bene nie załapały się do zdjęć) są... resoraki. To jest miłość i uwielbienie :) Największą radość z Mikołajkowych prezentów sprawiły mu właśnie resoraki. Ale to chyba taki wiek, bo pamiętam, że młodsza siostra też wielbiła wszelkie malutkie zabawki :)) Także resoraki powoli kompletujemy. Najczęściej kupuję je w PEPCO, ponieważ są tanie i dość dobre jakościowo. Cena waha się od 3 do 5 zł za te najtańsze.
U Was też jest taki szał autkowy? :)
Dajcie znać czy chciałybyście review i filmik z pokazaniem naszych zabawek, jak je przechowujemy. Może zrobimy nawet room tour? Czekamy na Wasze zdanie :)
_______________
koszulka H&M, spodnie Lady Bird, kapcie pandy Pepco
dźwig - Ikea
małe autka Friends on the move - Wader
pojazdy PRL-u - Welly
dźwig - Ikea
małe autka Friends on the move - Wader
pojazdy PRL-u - Welly
Kąpiel. Jeszcze nie tak dawno na myśl o niej cierpła mi skóra. Dlaczego? Chyba większość dzieci po drugich urodzinach przechodzi kąpielowy bunt i czynność ta przypomina batalię między rodzicem a dzieckiem, przy wyjącej syrenie pod postacią małego człowieczka. Po czym łazienka przypomina pole bitwy ;)
Na szczęście ten okres już za nami (ufff...) i kąpiel w końcu jest relaksem dla nas obydwojga. Jednak sama kąpiel i mycie są dla dziecka nudne, więc trzeba w trakcie zapewnić jakieś atrakcje. Oprócz zwykłego przelewania wody kubeczkami czy też napełniania pustych butelek po kosmetykach wodą :D posiadamy także zabawki kąpielowe.
Zabawki wymieniam dość często, ponieważ w wilgotnej łazience guma jest świetnym siedliskiem dla pleśni, której z zabawek tego typu pozbyć się nie da. Dlatego wolę mniej wydać na gumowe kaczuchy, za to często je wymieniać. I przyznam szczerze, że ciężko trafić na dobrą jakościowo zabawkę w niskiej cenie. Mieliśmy już do czynienia z takimi, gdzie farbka po pierwszym myciu spłynęła zabawce z oczek i wyglądała jak postać z horroru 😱 Zabawki ze zdjęcia na szczęście moje wymogi spełniają, ponieważ nie farbują, są stosunkowo tanie (ok. 21 zł), a do tego są ładne. Jest to wyrób firmy BabyOno, którą z pewnością kojarzycie :)
A jak się bawimy podczas kąpieli? Pokazuję Fabisiowi dźwięki, które poszczególne zwierzątka wydają, myjemy części ciała zwierzątek a następnie powtarzamy wszystko na dzidziolu. Napełniamy też zwierzątka wodą, po czym zawsze tłumaczę Fabiankowi, że zwierzątka robią siusiu (myślę, że to fajny wstęp do nocnikowania).
Zabawki tak umilają nam kąpiel, że często kończy się ona protestami. Ale woda zimna, paluszki pomarszczone, więc nie ma zmiłuj. Najważniejsze, że kąpiel zaczęła sprawiać przyjemność :)
Na szczęście ten okres już za nami (ufff...) i kąpiel w końcu jest relaksem dla nas obydwojga. Jednak sama kąpiel i mycie są dla dziecka nudne, więc trzeba w trakcie zapewnić jakieś atrakcje. Oprócz zwykłego przelewania wody kubeczkami czy też napełniania pustych butelek po kosmetykach wodą :D posiadamy także zabawki kąpielowe.
Zabawki wymieniam dość często, ponieważ w wilgotnej łazience guma jest świetnym siedliskiem dla pleśni, której z zabawek tego typu pozbyć się nie da. Dlatego wolę mniej wydać na gumowe kaczuchy, za to często je wymieniać. I przyznam szczerze, że ciężko trafić na dobrą jakościowo zabawkę w niskiej cenie. Mieliśmy już do czynienia z takimi, gdzie farbka po pierwszym myciu spłynęła zabawce z oczek i wyglądała jak postać z horroru 😱 Zabawki ze zdjęcia na szczęście moje wymogi spełniają, ponieważ nie farbują, są stosunkowo tanie (ok. 21 zł), a do tego są ładne. Jest to wyrób firmy BabyOno, którą z pewnością kojarzycie :)
A jak się bawimy podczas kąpieli? Pokazuję Fabisiowi dźwięki, które poszczególne zwierzątka wydają, myjemy części ciała zwierzątek a następnie powtarzamy wszystko na dzidziolu. Napełniamy też zwierzątka wodą, po czym zawsze tłumaczę Fabiankowi, że zwierzątka robią siusiu (myślę, że to fajny wstęp do nocnikowania).
Zabawki tak umilają nam kąpiel, że często kończy się ona protestami. Ale woda zimna, paluszki pomarszczone, więc nie ma zmiłuj. Najważniejsze, że kąpiel zaczęła sprawiać przyjemność :)
Różne klocki przewalały nam się w domu i w ciągu ostatniego roku trochę ich wypróbowaliśmy. Po początkowym szale właśnie klockowym przyszedł czas na inne zabawki. Teraz znowu Fabiś zapałał miłością do klocków, więc korzystamy ile możemy.
Klocki w domu mamy tylko i wyłącznie drewniane - kupione w Biedronce, takie przywiezione przez MT z Zakopca oraz Jengę. Po początkowych zachwytach Duplo doszłam do wniosku, że jednak drewniane są fajniejsze, bo potrzeba do nich większych umiejętności manualnych i... wyobraźni. Nie jest łatwo ułożyć z nich wysoką wieżę, więc zbudowanie na prawdę wielkiej napawa dumą zarówno rodzica, jak i dziecko. Plastikowe Hemar, o których kiedyś pisałam (klik) są u Baby Boni i właśnie tam Fabiś się nimi bawi.
Jak się bawimy klockami? Najczęściej budujemy wieże (wg Fabisia dom) i... niszczymy je :D Budowa zamków jeszcze nam nie wychodzi, bo diablik nie ma jeszcze tyle cierpliwości ;) Robimy także domino z kostek Jenga, a później je wywracamy. Zabawom tak na prawdę nie ma końca i klocki codziennie są w użytku. Mimo tego nie wyszczerbiły się, nie wyblakły ani nie zszedł kolor. Nie ma to jak drewno :)
Często pytacie mnie o to, jak bawimy się razem z Fabisiem. Odkrywcza nie będę, ale kilka notek z tej serii obiecuję, że się pojawi :) Dziś troszkę o tym, co ostatnio bardzo polubiliśmy, oboje. Mowa o rysowaniu i kolorowaniu.
Nie jestem super uzdolniona plastycznie, ale jakieś proste obrazki typu dom, pies, kot narysować umiem :D Rysujemy więc na kartce kreski, kółka i różne potwory, a potem kolorujemy. Póki co wygląda to bardziej, jak bazgroły. Z dnia na dzień widzę jednak, że Fabiś lepiej operuje kredkami, ładniej je trzyma w rączce, rozpoznaje kolory gdy o jakiś poproszę. Nauka wre, nawet przy zabawie :)
Kredki - jakimi kredkami rysujemy? Postawiłam na takie, które mają intensywne kolory bez mocnego naciskania, czyli świecowe. Aktualnie zaopatrujemy się w Pepco, gdzie za 12 kredek płacę całe 1,49 zł, majątek :D Jak na kredki świecowe trzymają się dość długo i tak szybko nie łamią. A jak już złamią, to kosztują tak mało, że nie jest szkoda kupić nowe opakowanie. Lubimy też kredki Bambino, ale one mają już mniej intensywne kolory i kosztują więcej (4,99 zł)
Przechowywanie - w czym trzymamy kredki? Na samym początku, gdy tylko kupiliśmy kredki wpadłam na pomysł kupienia czegoś do trzymania kredek. Plan był taki, że ma to być coś ładnego i niedrogiego. I nawet w sklepie miałam w rękach fajne pudełeczko, ale... Po co kolejna rzecz zajmująca miejsce w domu? Pogrzebałam po szafkach i znalazłam. Starą metalową puszkę po herbacie. Okazała się być idealna! Muszę ją tylko odświeżyć i pomalować, a będzie nie powtarzalna :))
Kartki i kolorowanki - na czym rysujemy? Nie chciałam tracić dużo pieniążków na bloki rysunkowe, więc kupiłam ryzę papieru. 500 sztuk kartek z Kodaka za całe 9,99 zł, więc rysować możemy do bólu. A papier sam w sobie zawsze w domu się przyda, czy do pisania, czy do drukowania. Z takich czystych kartek korzystamy częściej niż z kolorowanek. Bo samych kolorowanek mamy w domu dwie. Jedną dostał od kuzynki, drugą natomiast kupiliśmy wczoraj w Lidlu. Ale mieć musieliśmy, bo jest z ulubioną postacią bajkową Fabisia - Dorą małą podróżniczką ;)
A Wy lubicie rysować i kolorować z maluchami? :)







