Długo dojrzewałam do napisania tej notki. Jednak nie chcę przechodzić wobec tego problemu obojętnie. Może ktoś to przeczyta i zrozumie, że nam, samotnym mamom trzeba pomóc?
Bo sama absolutnie nie dam sobie rady sama. Bo potrzebuję wsparcia rodziny. I mam to szczęście, że je dostaję. Że mam z kim zostawić dziecko, żeby załatwić jakieś ważne sprawy...
Zdarzyło się jednak, że musiałam iść z maluchem np. Do urzędu...
Po pierwsze to jest ogromna wyprawa. Bo nie każdy urząd ma podjazd. Nie każdy chce też pomóc. Ile to już razy prosiłam o pomoc we wniesieniu wózka po schodach. A ile razy ludzie się odwracali plecami i udawali, że nie słyszą mojej prośby...
Po drugie muszę uzbroić się wtedy w cierpliwość. Bo stoję zgrzana w kolejce, bo dziecko mi płacze z nudów/głodu/chce spać. Nikt nie przepuści. Ba, jak spróbujesz wejść wcześniej, to jeszcze dostaniesz opieprz, że jest kolejka i każdy czeka! A co tam dziecko, niech płacze! Albo i nie, bo jeszcze Ci powiedzą, że po co bachora ciągniesz ze sobą do urzędu (w tym momencie pozdrawiam idiotkę, która tak nazwała moje dziecko. Mam nadzieję, że karma do niej wróci).
Po trzecie, nawet zakupy są wyczynem. Idąc z dzieckiem i wózkiem mam zagwarantowane, że dziecko wózkiem jechać nie będzie chciało i że będzie mi uciekać w stronę ulicy. Idąc bez wózka na pewno siatka pęknie mi na schodach, a ja nie będę wiedziała czy łapać zakupy czy uciekające dziecko.
Po czwarte, czasami jestem tak obładowana zakupami, mam przed sobą wózek z dzieckiem, że mam nawet problem z otworzeniem drzwi do klatki.
Wiecie ile razy widziałam kitrających się sąsiadów, którzy patrzyli żeby szybko poszła, żeby tylko nie otworzyć mi drzwi? Nie wiem czy to aż tak wielki wysiłek dla nich... Przykre to, że nie potrafią zdobyć się na tak mały gest względem drugiej osoby.
Pod niektórymi względami mam łatwiej. Bo chociażby mam windę. Bo mam z kim zostawić malucha. Bo mam pomoc rodziny i MT. Wsiadam wtedy na rower i staram się, jak najszybciej załatwić wszystkie sprawy, bo nie mam czasu stać w kolejkach. Ale czasami tej pomocy nie mam, jak dostać. I wtedy jestem z tym wszystkim sama. A ta wizja już sama w sobie jest tak przerażająca, że potrafi mnie kompletnie pozbawić humoru.
PODZIWIAM WAS, SAMOTNE MAMY!
Pamiętajcie, że nie jesteście same. Uśmiech naszych dzieci wynagradza wszystkie trudy. Nie poddawajcie się i idźcie przez życie z podniesioną głową!
Ja, staram się tak właśnie żyć. I nie przejmować tymi problemami i gadaniem innych. Jestem silna i dam sobie radę. Wy też! Tylko w to uwierzcie






