Słyszałyście już o biblii blogerów? Książka napisana przez Tomka Tomczyka vel. Kominka jest takim poradnikiem dla każdej blogerki, każdego blogera czy dla każdej osoby, która myśli nad założeniem bloga (albo go prowadzi, a jeszcze o tym nie wie).
Od jakiegoś czasu Fabianek przeżywa szał książeczkowy. I tak, jak do tej pory go nie interesowały, tak teraz codziennie czyta wszystkie swoje pozycje.
Na prośbę Fabisiu poczytaj mamie, słyszę słodkie ka ka ka, a mały przewraca sobie kartki, jakby rzeczywiście czytał :)
Jednakże przez to, że do tej pory nie interesował się książeczkami, to i nasza półeczka jest dosyć... uboga. Dlatego powoli zapisuję sobie pozycje, które chciałabym kupić :)
Dziś przedstawiam Wam jeden z ostatnich zakupów. MT miał możliwość kupna książeczki w Empiku, więc w końcu staliśmy się jej właścicielami. A mowa o:
Na prośbę Fabisiu poczytaj mamie, słyszę słodkie ka ka ka, a mały przewraca sobie kartki, jakby rzeczywiście czytał :)
Jednakże przez to, że do tej pory nie interesował się książeczkami, to i nasza półeczka jest dosyć... uboga. Dlatego powoli zapisuję sobie pozycje, które chciałabym kupić :)
Dziś przedstawiam Wam jeden z ostatnich zakupów. MT miał możliwość kupna książeczki w Empiku, więc w końcu staliśmy się jej właścicielami. A mowa o:
Jakiś czas temu poszukiwałam dla Fabisia klocków idealnych. Zastanawiałam się nad Lego Duplo, klockami drewnianymi, a takimi zwykłymi plastikowymi.
Aż pewnego dnia razem z Misiową PraBabcią wybraliśmy się do Biedronki i znaleźliśmy... właśnie klocki. Były duże, bez elementów, które F mógłby połknąć. MBP długo się nie zastanawiała, wrzuciła klocki do wózka, zapłaciła i stało się. Zostaliśmy ich właścicielami.
W skład zestawu wchodzą: dwa ludziki, lokomotywa, dwa otwierane okienka, dwa drzewka, jeden długi klocek z kołami, długie (na 3) dwa klocki, bodajże 3 klocki na 2 oraz kilka pojedynczych (nie podam Wam dokładnej liczby, bo klocki mieszkają u MBP).
Jesteśmy z nich bardzo zadowoleni. Fabiś nie ma problemu z układaniem ich oraz budowaniem. Dobrze się trzymają ze sobą, a przy okazji nie ma problemów z ich odłączeniem. Ludki, a raczej "chłopki" są przez Fabisia wielbione :) Jedynym minusem w naszym zestawie jest odpadający daszek lokomotywy. Wystają wtedy dość ostre ścianki. Próbowałam przykleić go na kropelkę, ale się oderwał, więc myślę nad jakimś mocniejszym rozwiązaniem.
Klocków nie jest zbyt dużo, nie da się też wybudować wielu elementów. Ale na plus działa cena (w Biedronce) zapłaciliśmy za nie 16 zł, więc opłaca się wziąć nawet 2 opakowania.
Pierwszą rzeczą, jaką synek robi po wejściu do babci, to pobiegnięcie do klocków. W butach, czapce, kurtce - musi. Od razu jest wtedy radość na jego buzi, także śmiało mogę Wam je polecić :)
Sama będę jeszcze polować na drugi taki zestaw, tym razem już do domu :)
Aż pewnego dnia razem z Misiową PraBabcią wybraliśmy się do Biedronki i znaleźliśmy... właśnie klocki. Były duże, bez elementów, które F mógłby połknąć. MBP długo się nie zastanawiała, wrzuciła klocki do wózka, zapłaciła i stało się. Zostaliśmy ich właścicielami.
W skład zestawu wchodzą: dwa ludziki, lokomotywa, dwa otwierane okienka, dwa drzewka, jeden długi klocek z kołami, długie (na 3) dwa klocki, bodajże 3 klocki na 2 oraz kilka pojedynczych (nie podam Wam dokładnej liczby, bo klocki mieszkają u MBP).
Klocków nie jest zbyt dużo, nie da się też wybudować wielu elementów. Ale na plus działa cena (w Biedronce) zapłaciliśmy za nie 16 zł, więc opłaca się wziąć nawet 2 opakowania.
Pierwszą rzeczą, jaką synek robi po wejściu do babci, to pobiegnięcie do klocków. W butach, czapce, kurtce - musi. Od razu jest wtedy radość na jego buzi, także śmiało mogę Wam je polecić :)
Sama będę jeszcze polować na drugi taki zestaw, tym razem już do domu :)
Gwiazdka coraz bliżej, Mikołajki też się zbliżają. Macie pomysły na prezenty dla maluszków? Jeśli nie, to zapraszam do dzisiejszej notki :)
W ciągu kolejnych dni na pewno pojawi się więcej takich recenzji z pomysłami. Może troszkę Wam to ułatwi podjęcie prezentowej decyzji? Taką przynajmniej mam nadzieję :)
Jakiś czas temu razem z Fabisiem opróżniliśmy skarbonkę, do której zbierał pieniążki i stwierdziliśmy, że idziemy do sklepu zabawkowego po klocki.
Podobały mi się takie drewniane, w pudełku z kółkami, które można ciągnąć. Po bliższym obejrzeniu ich stwierdziłam, że elementy są zbyt małe, a i bardziej z wyglądu (i ceny) podobają mi się te Ikeowskie.
Ale nie wyszliśmy z pustymi rękami!
Na blogach panował wtedy mały szał na karty firmy CzuCzu. W sklepie było całe stoisko, więc stwierdziliśmy, że zaryzykujemy.
Po dłuższej analizie oraz za i przeciw stanęło na kartach Memory Zwierzęta Na Wsi.
W opakowaniu znajdują się 24 karty o rozmiarze 16x16 cm. Spore.
Memory polega na dopasowywaniu do siebie dwóch odpowiadających obrazków. Także w tym zestawie znajdziecie: świnię, krowę, kaczkę, kurę, indyka, perliczkę, kota, konia, osła, baranka, żabę oraz królika.
Wszystkie ilustracje są bardzo ładne, staranne, przyciągają wzrok. Mają też kolorowe tła, każde zwierzę ma inny kolor, np. żabki są na czerwonym tle.
Na odwrocie opakowania znajduje się informacja, jak w grę można grać oraz o wielkości kart w skali 1:1. Bardzo fajnie przemyślane, bo wiemy, jak duże są :)
A jak z samą zabawą? Nie gramy w typowe memory, bo jeszcze na to za wcześnie. Natomiast karty pomagają mi w uczeniu Fabisia nazw zwierząt oraz dźwięków, jakie wydają. Codziennie sam wyciąga karty z opakowania i nazywa zwierzątka, które już zna. Przed kupieniem kart jakoś topornie szła nam ta nauka, a teraz o dziwo Fabiś jest bardzo chętny :)
Karty układamy na kupki, przekładamy. Oglądamy. Układamy kolorami, czy też parami.
Fabiś ma też swoje ulubione zwierzątko: baranka. Zawsze i wszędzie odnajdzie tę kartę i wszędzie ją ze sobą nosi :)
Zapowiada się, że będą nam dłuuugo służyć, bo przecież kiedyś zaczniemy je wykorzystywać w pierwotnej funkcji, czyli jako gry memory.
Uważam, że jest to jeden z bardziej trafionych zakupów. I śmiało polecam i Wam, jeśli się nad nimi zastanawiacie :)
Nasze CzuCzu zakupiliśmy za 47,30 zł. Gdybyście były ciekawe ceny :)
W ciągu kolejnych dni na pewno pojawi się więcej takich recenzji z pomysłami. Może troszkę Wam to ułatwi podjęcie prezentowej decyzji? Taką przynajmniej mam nadzieję :)
Jakiś czas temu razem z Fabisiem opróżniliśmy skarbonkę, do której zbierał pieniążki i stwierdziliśmy, że idziemy do sklepu zabawkowego po klocki.
Podobały mi się takie drewniane, w pudełku z kółkami, które można ciągnąć. Po bliższym obejrzeniu ich stwierdziłam, że elementy są zbyt małe, a i bardziej z wyglądu (i ceny) podobają mi się te Ikeowskie.
Ale nie wyszliśmy z pustymi rękami!
Na blogach panował wtedy mały szał na karty firmy CzuCzu. W sklepie było całe stoisko, więc stwierdziliśmy, że zaryzykujemy.
Po dłuższej analizie oraz za i przeciw stanęło na kartach Memory Zwierzęta Na Wsi.
W opakowaniu znajdują się 24 karty o rozmiarze 16x16 cm. Spore.
Memory polega na dopasowywaniu do siebie dwóch odpowiadających obrazków. Także w tym zestawie znajdziecie: świnię, krowę, kaczkę, kurę, indyka, perliczkę, kota, konia, osła, baranka, żabę oraz królika.
Wszystkie ilustracje są bardzo ładne, staranne, przyciągają wzrok. Mają też kolorowe tła, każde zwierzę ma inny kolor, np. żabki są na czerwonym tle.
Na odwrocie opakowania znajduje się informacja, jak w grę można grać oraz o wielkości kart w skali 1:1. Bardzo fajnie przemyślane, bo wiemy, jak duże są :)
A jak z samą zabawą? Nie gramy w typowe memory, bo jeszcze na to za wcześnie. Natomiast karty pomagają mi w uczeniu Fabisia nazw zwierząt oraz dźwięków, jakie wydają. Codziennie sam wyciąga karty z opakowania i nazywa zwierzątka, które już zna. Przed kupieniem kart jakoś topornie szła nam ta nauka, a teraz o dziwo Fabiś jest bardzo chętny :)
Karty układamy na kupki, przekładamy. Oglądamy. Układamy kolorami, czy też parami.
Fabiś ma też swoje ulubione zwierzątko: baranka. Zawsze i wszędzie odnajdzie tę kartę i wszędzie ją ze sobą nosi :)
Zapowiada się, że będą nam dłuuugo służyć, bo przecież kiedyś zaczniemy je wykorzystywać w pierwotnej funkcji, czyli jako gry memory.
Uważam, że jest to jeden z bardziej trafionych zakupów. I śmiało polecam i Wam, jeśli się nad nimi zastanawiacie :)
Nasze CzuCzu zakupiliśmy za 47,30 zł. Gdybyście były ciekawe ceny :)
Wiem, że sporo z Was czeka na tę recenzję. Oto i jest :)
Żel zamknięty jest w białym opakowaniu z pompką o pojemności 250 ml.
Pompka działa bez zarzutu, pomimo kilku upadków jest cała :)
Żel bardzo dobrze się pieni, przez co jest wydajny. Łatwo spłukuje się też z ciała.
Zauważyłam, że po wymyciu się nim ciało jest dobrze nawilżone.
Pięknie pachnie! A ten zapach kojarzy mi się głównie z wiosną. Jaki to zapach? Kwitnącego drzewa akacji.
Na początku był dla mnie troszkę zbyt mocny (byłam przyzwyczajona do mdłych i delikatnych dziecięcych zapachów), ale po jakimś czasie mój nos się przyzwyczaił. Teraz jestem nim zauroczona :)
Zapach utrzymuje się na ciele ponad 12 godzin, pierwszy raz spotkałam się z czymś takim po użyciu jakiegokolwiek żelu.
Myję nim zarówno Fabianka, jak i siebie. I Misiowa Babcia też nam go podkrada od czasu do czasu ;)
Cena w promocji, to ok. 12-13 zł, standardowa jest w okolicach 16-17 zł (Rossman). Dla mnie jest jej wart!
Z czystym sercem mogę Wam go polecić :)
Lipidowy żel do mycia ciała i włosów bez mydła - Mixa Baby
Żel zamknięty jest w białym opakowaniu z pompką o pojemności 250 ml.
Pompka działa bez zarzutu, pomimo kilku upadków jest cała :)
Żel bardzo dobrze się pieni, przez co jest wydajny. Łatwo spłukuje się też z ciała.
Zauważyłam, że po wymyciu się nim ciało jest dobrze nawilżone.
Pięknie pachnie! A ten zapach kojarzy mi się głównie z wiosną. Jaki to zapach? Kwitnącego drzewa akacji.
Na początku był dla mnie troszkę zbyt mocny (byłam przyzwyczajona do mdłych i delikatnych dziecięcych zapachów), ale po jakimś czasie mój nos się przyzwyczaił. Teraz jestem nim zauroczona :)
Zapach utrzymuje się na ciele ponad 12 godzin, pierwszy raz spotkałam się z czymś takim po użyciu jakiegokolwiek żelu.
Myję nim zarówno Fabianka, jak i siebie. I Misiowa Babcia też nam go podkrada od czasu do czasu ;)
Cena w promocji, to ok. 12-13 zł, standardowa jest w okolicach 16-17 zł (Rossman). Dla mnie jest jej wart!
Z czystym sercem mogę Wam go polecić :)
Minęło ponad 9 miesięcy, od kiedy wozimy się wózkiem Graco Evo. Zdanie na jego temat bardziej mi się wyrobiło. W związku z tym, dzielę się z Wami moimi obserwacjami na jego temat.
Zmieniłam zdanie tylko w stosunku, do tych elementów wózka, o których przeczytacie poniżej:
Zważyłam go dokładnie. Spacerówka waży 9,2 kg
Pomimo kilkukrotnego smarowania nadal zdarza im się skrzypieć. Doprowadza mnie to do szewskiej pasji...
Edit.
Koła smarowane co 3 miesiące śmigają bez zarzutu i bez skrzypienia.
Tutaj przyszło ogromne rozczarowanie. Pałąk jest stanowczo umieszczony zbyt wysoko. Nie raz i nie dwa, przy złym podbiciu wózka maluch uderzał w niego ząbkami. Było przy tym sporo krwi i płaczu...
Do tego jest tak umieszczony, że dziecko może go gryźć. Mój maluch zjadł już sporo tej pianki.
Edit.
Fabiś podrósł i skończyło się też obijanie ząbków, do tego wysokość w końcu była odpowiednia. Niestety zjedzona pianka została i pozostała wymiana gąbki na skórę ;)
Sprawa rozwiązana, na plus! Wystarczyło przeciągnąć przez otwory (które są stanowczo zbyt wąskie) kolejną sprzączkę i pasy w końcu obejmują mi dziecko.
Działają bez zarzutu. Łatwo je zapiąć, szybko odpinają się jedną ręką.
I tu mam mały kłopot. Syn mi na nim zjeżdża pupą. Zrobiło się zbyt krótkie.
Edit.
To chyba było uzależnione od wzrostu. Gdy Fabiś podrósł odchyliłam podnóżek całkowicie do tyłu, a maluch mógł kłaść nóżki na ten czarny twardy podnóżek tuż przy kółkach. Od tamtej pory skończyło się zjeżdżanie pupą.
Odkąd maluch chodzi, to i tapicerka zaczęła się brudzić. Kolor Chilli farbuje w trakcie prania. Na plus to, że szybko schnie.
Dalej nie odkryłam, jak zwiększyć amortyzację kół. Niestety wózkiem jeździ się dość twardo, ale jest to wózek miejski, więc nie narzekam.
Z podbijaniem na krawężnikach mam spory problem, bo muszę stawać na palcach i zapierać całym swoim ciężarem, aby przód wózka ruszył do góry. Jest to dość kłopotliwe.
Edit.
Patent jednej z czytelniczek - przy podbijaniu stawiać nogę na metalową oś tylnich kół - działa super i podbijanie jest lżejsze :)
Całe lato był złożony. Nie daje żadnej osłony przed słońcem
Wózek jest naprawdę piękny wizualnie i bardzo zwrotny. Jednakże nadal podtrzymuję swoją opinię, że za cenę 850 zł, bym go drugi raz nie kupiła. Sprawdzałam jego cenę na jednym z portali, można go kupić aktualnie za 750-799 zł, ale cena nadal jest wygórowana. Moim zdaniem opłacałby się za ok. 600 zł. Jeżeli bardzo Wam się podoba, a macie możliwość kupienia go w tej cenie, to tak, jest wart sześciuset złotych.
Edit.
Na chwilę obecną nasza przygoda z tym wózkiem się kończy. Wspominam ją bardzo miło. Wózek bardzo podoba mi się wizualnie, jest zwrotny, a kosz bardzo pakowny. I pomimo tego, że co jakiś czas musiałam smarować koła (może to i dobrze, bo są dobrze zabezpieczone przeciw rdzy :)), to czas Evo będę zawsze świetnie wspominać!
Zmieniłam zdanie tylko w stosunku, do tych elementów wózka, o których przeczytacie poniżej:
Waga wózka
Zważyłam go dokładnie. Spacerówka waży 9,2 kg
Koła
Pomimo kilkukrotnego smarowania nadal zdarza im się skrzypieć. Doprowadza mnie to do szewskiej pasji...
Edit.
Koła smarowane co 3 miesiące śmigają bez zarzutu i bez skrzypienia.
Pałąk
Tutaj przyszło ogromne rozczarowanie. Pałąk jest stanowczo umieszczony zbyt wysoko. Nie raz i nie dwa, przy złym podbiciu wózka maluch uderzał w niego ząbkami. Było przy tym sporo krwi i płaczu...
Do tego jest tak umieszczony, że dziecko może go gryźć. Mój maluch zjadł już sporo tej pianki.
Edit.
Fabiś podrósł i skończyło się też obijanie ząbków, do tego wysokość w końcu była odpowiednia. Niestety zjedzona pianka została i pozostała wymiana gąbki na skórę ;)
Pasy
Sprawa rozwiązana, na plus! Wystarczyło przeciągnąć przez otwory (które są stanowczo zbyt wąskie) kolejną sprzączkę i pasy w końcu obejmują mi dziecko.
Działają bez zarzutu. Łatwo je zapiąć, szybko odpinają się jedną ręką.
Siedzisko
I tu mam mały kłopot. Syn mi na nim zjeżdża pupą. Zrobiło się zbyt krótkie.
Edit.
To chyba było uzależnione od wzrostu. Gdy Fabiś podrósł odchyliłam podnóżek całkowicie do tyłu, a maluch mógł kłaść nóżki na ten czarny twardy podnóżek tuż przy kółkach. Od tamtej pory skończyło się zjeżdżanie pupą.
Tapicerka
Odkąd maluch chodzi, to i tapicerka zaczęła się brudzić. Kolor Chilli farbuje w trakcie prania. Na plus to, że szybko schnie.
Podbijanie i twardość wózka.
Dalej nie odkryłam, jak zwiększyć amortyzację kół. Niestety wózkiem jeździ się dość twardo, ale jest to wózek miejski, więc nie narzekam.
Z podbijaniem na krawężnikach mam spory problem, bo muszę stawać na palcach i zapierać całym swoim ciężarem, aby przód wózka ruszył do góry. Jest to dość kłopotliwe.
Edit.
Patent jednej z czytelniczek - przy podbijaniu stawiać nogę na metalową oś tylnich kół - działa super i podbijanie jest lżejsze :)
Daszek
Całe lato był złożony. Nie daje żadnej osłony przed słońcem
-----------------------------------
Wózek jest naprawdę piękny wizualnie i bardzo zwrotny. Jednakże nadal podtrzymuję swoją opinię, że za cenę 850 zł, bym go drugi raz nie kupiła. Sprawdzałam jego cenę na jednym z portali, można go kupić aktualnie za 750-799 zł, ale cena nadal jest wygórowana. Moim zdaniem opłacałby się za ok. 600 zł. Jeżeli bardzo Wam się podoba, a macie możliwość kupienia go w tej cenie, to tak, jest wart sześciuset złotych.
Edit.
Na chwilę obecną nasza przygoda z tym wózkiem się kończy. Wspominam ją bardzo miło. Wózek bardzo podoba mi się wizualnie, jest zwrotny, a kosz bardzo pakowny. I pomimo tego, że co jakiś czas musiałam smarować koła (może to i dobrze, bo są dobrze zabezpieczone przeciw rdzy :)), to czas Evo będę zawsze świetnie wspominać!
Jakiś czas temu zrobiłam małe zakupy w sklepie jednej z blogerek, a dokładnie u Małej Mamy.
Po wpisie Żanety z bloga Znaczki jak Robaczki stwierdziłam, że też chcę coś dla Fabiego. I troszkę zwlekałam, bo Natalia pisała o nowych materiałach.
W końcu zakochałam się w wąsiastej ciumkatce. Musiała być moja! (a może Fabiego?)
Paczuszka była bardzo ładnie zapakowana. Idealnie "skrojony" kartonik, do tego fajny sznureczek. Niestety o sfotografowaniu pomyślałam dopiero po odpakowaniu paczki. Wiązałam ją specjalnie dla Was, ale nie mam w tej kwestii zbyt dużego talentu :P
My mamy ciumkatkę w małym rozmiarze. Od spodu ma polar w kolorze czerwonym. To moje pierwsze starcie z polarem Minky, rzeczywiście jest mięciutki, ale nie pieję nad nim zachwytów.
Ciumkatka była już prana. Nie farbowała, nie skurczyła się. Wygląda tak, jak w dniu kupienia. No, może jest tylko wiecznie obśliniona :P Prałam ją w pralce, w 40 stopniach.
A jak z zainteresowaniem Fabiego? Przyznam się, że chyba za późno ją kupiłam. Teraz ma okres pchania zabawek, czyli na tapecie są wszelkie pojazdy z kołami. Ciumkatka nie zrobiła na nim wielkiego wrażenia, chociaż od czasu do czasu memla ją i targa po wszystkich brudnych kątach, lubi też wciskać kuleczki z polaru. W związku z tym traktujemy ją raczej jako przytulankę do zasypiania. W tej kwestii super się sprawdza :)
Śmiało polecamy Wam zakup! Bo ciumkata jest świetnie wykonana, z dbałością o wszelkie szczegóły!
PS. Notka nie jest w żaden sposób sponsorowana.
Po wpisie Żanety z bloga Znaczki jak Robaczki stwierdziłam, że też chcę coś dla Fabiego. I troszkę zwlekałam, bo Natalia pisała o nowych materiałach.
W końcu zakochałam się w wąsiastej ciumkatce. Musiała być moja! (a może Fabiego?)
Paczuszka była bardzo ładnie zapakowana. Idealnie "skrojony" kartonik, do tego fajny sznureczek. Niestety o sfotografowaniu pomyślałam dopiero po odpakowaniu paczki. Wiązałam ją specjalnie dla Was, ale nie mam w tej kwestii zbyt dużego talentu :P
My mamy ciumkatkę w małym rozmiarze. Od spodu ma polar w kolorze czerwonym. To moje pierwsze starcie z polarem Minky, rzeczywiście jest mięciutki, ale nie pieję nad nim zachwytów.
Ciumkatka była już prana. Nie farbowała, nie skurczyła się. Wygląda tak, jak w dniu kupienia. No, może jest tylko wiecznie obśliniona :P Prałam ją w pralce, w 40 stopniach.
A jak z zainteresowaniem Fabiego? Przyznam się, że chyba za późno ją kupiłam. Teraz ma okres pchania zabawek, czyli na tapecie są wszelkie pojazdy z kołami. Ciumkatka nie zrobiła na nim wielkiego wrażenia, chociaż od czasu do czasu memla ją i targa po wszystkich brudnych kątach, lubi też wciskać kuleczki z polaru. W związku z tym traktujemy ją raczej jako przytulankę do zasypiania. W tej kwestii super się sprawdza :)
Śmiało polecamy Wam zakup! Bo ciumkata jest świetnie wykonana, z dbałością o wszelkie szczegóły!
PS. Notka nie jest w żaden sposób sponsorowana.
| Już uświniona ;) |
| I uświniany Fabiś |
-----------------------------------------------------------------------
Myślę, że nadszedł już czas na porządne zrecenzowanie spacerówki Graco Evo.
Bardzo dużo osób jest zainteresowanych tym wózkiem, dostaję wiele maili z nim związanych, więc czas na napisanie o nim szerszej i szczerej opinii.

Graco Evo - Opinia
Waga wózka
Wg producenta wózek waży troszkę ponad 6 kg. Nie dajcie się nabrać! To waga samego stelaża ;) Po zamontowaniu kosza, pałąku, kół, budki oraz siedziska wózek waży 10 kg. Jak na spacerówkę sporo.
Kolor
My posiadamy wózek w kolorze Chilli. Na zdjęciach wygląda na starażacko czerwony, w rzeczywistości jest bardziej stonowany
Koła
Stosunkowo duże, jak na spacerówkę. Niestety przywiera do nich śnieg zimą, przez co jeżdżenie jest utrudnione. Aktualnie są wiecznie oblepione piaskiem, przez co brzydko wyglądają ;) Chyba taki ich urok.
Po zimie metalowe elementy w przednich kołach zaczęły rdzewieć.
Przednie koła niestety lekko skrzypią. Z tego co czytałam wózki Evo i Symbio bardzo lubią właśnie poskrzypywać....
Koła dość głośno turkoczą.
Kosz na zakupy
Można go odpinać, co jest dużym plusem! Pojemny, pakowny, ogromny. Na duży plus
Pałąk
Wykonany z pianki (takiej solidnej, zbitej), jak i rączka wózka. Łatwo się wpina i odpina. Zapinany z jednej strony (u nas z lewej)
Przepinanie spacerówki
Odbywa się za pomocą systemu klick-in. Naciskamy z dwóch stron naraz przyciski i wyciągamy siedzisko do góry. Szybko się wpina, wypina. Zamiana strony zajmuje kilkanaście sekund. Jest to duży plus.
Składanie i rozkładanie wózka
Składa się dość łatwo i szybko, jednak na pewno nie rozłożycie wózka jedną ręką ;) Po złożeniu wózek blokuje blokada na stelażu, żeby go rozłożyć trzeba ją odchylić, w tym samym momencie rozkładając wózek. Z dzieckiem na ręku - nie da rady.
Budka
Długa. Brakuje w niej okienka. Niestety gdy dziecko jest przodem do kierunku jazdy, a chcemy naciągnąć budkę, to dziecko całkowicie tracimy z widoku. Jest to ogromny minus. Właśnie dlatego zawsze jeździmy ze złożoną budką...
Niestety przy pozycji siedzącej nie ochrania przed słońcem.
![]() |
| Rozłożony wózek, ze śpiącym dzieckiem |
A tu siedzące dziecko, z rozłożoną budką
Pasy
Stanowczo za krótkie! Dziecko ubrane w kombinezon nijak nie da się zapiąć. Teraz też mamy z tym duży problem. Przez to, że są tak krótkie - krępują ruchy.
Zapina się je łatwo, jednak do odpięcia trzeba mocno nacisnąć przycisk.
Podnóżek
Krótki, ma tylko 20 cm. Nie ma regulacji jego długości. Aktualnie dla Fabisia jest na styk. Chodzi sprawnie, nie ma z nim żadnych problemów.
Siedzisko
Stosunkowo wąskie (35 cm), ale o dziwo Fabiś ma w nim dużo miejsca. Do tego jest długie (44,5 cm), przez co myślę, że jeszcze troszkę nam posłuży. Wyściełane zdejmowaną tapicerką (montowana rzepami), jest ona z nylonu, jak i cały wózek.
Rączka
Gruba, solidna. Niestety połowę rączki zajmuje mechanizm składania, mógłby być mniejszy.
Całkowita wysokość wózka
101 cm (wg producenta 106 cm...)
Śpiworek
Największy kicz w całym wózku. Jest cieniuteńki, podbity cienkim polarkiem. Po zamocowaniu w spacerówce... zsuwa się. W ogóle z niego nie korzystaliśmy, bo dziecko mi się w nim zsuwało :/ W większości brzydko wisiał zamiast osłaniać dziecko od zimna.
Na specjalne życzenie jednej z czytelniczek - Fabiś w wersji domowej, czyli cienko ubrany w wózku.
Wózek sam w sobie jest zgrabny. W sklepach mieści się nawet przy najwęższych miejscach. Łatwo się nim operuje, świetnie skręca.
Design jest bardzo fajny, wózek bardzo dużo zyskuje dzięki temu, że jest ładny.
Ciężko podbija się na krawężnikach, muszę się zapierać całym ciałem, żeby przód poszedł w górę (Chociaż ostatnio testowałam wózek Lira 4 i było jeszcze gorzej ;))
Niestety dużo traci przez brak okienka w budce, krótkie pasy, czy budkę... Do tego to skrzypienie kół (po zaledwie kilku miesiącach używania) i turkotanie kół - które nie każdemu może odpowiadać...
Wózek w moim mniemaniu nie nadaje się do jazdy zimą. Śnieg lepi się do kół i odrywa płatami, do tego w zaspach staje dęba, co jest niebezpieczne (zwłaszcza przy tych krótkich pasach).
Kochani nie mam pojęcia czy wystarczy dla 3 letniego dziecka, tak jak podaje producent. Każde dziecko jest inne, ma inną wagę, inne gabaryty, szybciej lub wolniej rośnie. Ja mam cichą nadzieję, że nasz do tego 3rż wystarczy ;)
Czy polecę ten wózek? Nie wiem. Do dużego miasta, gdzie są równe chodniki i dobre odśnieżanie zimą, być może się sprawdzi. Ale czy warto wydać 850 zł?
Temat ważny, bo kocyk dla dziecka jest jednym z must have w wyprawce. My dostaliśmy kilka polarowych i jeden z jakiegoś sztucznego materiału (nie ma pojęcia co to?). Mimo wszystko szukałam swojego wymarzonego i idealnego.
Ostatnio panuje boom na kocyki La Millou, które bardzo mi się podobają, w szczególności ten pokazany niżej. Jednak nie czarujmy się - cena jest zaporowa i nie każdego stać, żeby lekką ręką wyrzucić prawie 200 zł. Ale urody im nie można odmówić.
Poszukiwania kocyka idealnego zaczęliśmy późną jesienią-początkiem zimy. Szukałam ciepłego, grubego koca, który nie będzie mi farbował w praniu, nie skurczy się, będzie stosunkowo tani i posłuży również później (chociażby jako narzuta na łóżko). Kocyk w końcu kupiłam. W Jysku. Normalna cena to 40 zł, w promocji można dorwać go taniej.
Korzystamy z niego:
- jako przykrycie teraz podczas snu w łóżeczku, na noc, sprawdza się idealnie
- jako narzuta na wersalkę, jest idealny rozmiarem
- lubimy sami się nim przykrywać
- fajny do wózka, w chłodniejsze dni, zamiast osłonki na nóżki.
Jak najbardziej mogę polecić jeśli szukacie fajnego, dobrego koca w przystępnej cenie :)
PS. Wygościliśmy się dziś za wsze czasy :) Fabianek był u cioci i wujka, bawiliśmy się naprawdę przednio :)
Źródła zdjęć:
1. lamillou.com
2. jysk.pl
Ostatnio panuje boom na kocyki La Millou, które bardzo mi się podobają, w szczególności ten pokazany niżej. Jednak nie czarujmy się - cena jest zaporowa i nie każdego stać, żeby lekką ręką wyrzucić prawie 200 zł. Ale urody im nie można odmówić.
| Kocyk z kolekcji Rock My Baby. |
Koc Letizia, cena standardowa 40 zł
- Wymiary 140x220 cm
- My mamy kolor niebieski.
- Wykonany z miękkiego, przyjemnego poliestru
- Dobrze się pierze, nie farbuje, nie skurczył się, szybko schnie
- Jest naprawdę cieplutki
- Cenowo bardzo przystępny
- W różnych kolorach (śliwka, magenta, czerwień, niebieski, terakota, czerń, krem, mokka, zieleń, fiolet)
Korzystamy z niego:
- jako przykrycie teraz podczas snu w łóżeczku, na noc, sprawdza się idealnie
- jako narzuta na wersalkę, jest idealny rozmiarem
- lubimy sami się nim przykrywać
- fajny do wózka, w chłodniejsze dni, zamiast osłonki na nóżki.
Jak najbardziej mogę polecić jeśli szukacie fajnego, dobrego koca w przystępnej cenie :)
PS. Wygościliśmy się dziś za wsze czasy :) Fabianek był u cioci i wujka, bawiliśmy się naprawdę przednio :)
Źródła zdjęć:
1. lamillou.com
2. jysk.pl





















