Dzisiaj Misie przedstawiają historię o... Misiach. A dokładnie o Misiach, które prowadzą dziecko w świat liczb i to tych dużych, aż do stu.
Uf, co to był za tydzień. Jedna wielka męczarnia. Jestem wypruta z całej energii, zmęczona i niewyspana. Wszystko przez tę nieszczęsną sesję...
Długo leżał w szafie i czekał na Fabisia wełniany zimowy płaszczyk. Ale w końcu się doczekał i syn do niego wystarczająco podrósł. Więc korzystamy i stroimy się, żeby zadać szyku nawet przy zwykłym wyjściu z psem :)
Zastanawiałam się czy nie odejść. Bo po co trzymać się na siłę czegoś, co przestało sprawiać przyjemność? Nie będę ukrywać, że się wypaliłam i to było głównym powodem tak sporadycznego mojego bywania tutaj. Wszystko przez to, że byłam bardzo zmęczona. Uczelnia zajmująca dużo czasu, wymagający uwagi Fabiś, wieczorna praca... Za dużo, za szybko. Coraz częściej łapałam się na tym, że zamiast wieczorem coś robić, co musiałam, bo było w moim planie, to... zasypiałam. Chyba za dużo na siebie narzuciłam. Dlatego postanowiłam wyrzucić z siebie wszystko i zadecydować co dalej.





