Budzę się po ciężkiej nocy. Już wiem, że muszę pokonać swój strach i w końcu to zrobić. Razem idziemy do apteki, tej przy domu. Chowam się za murem, żeby czasami ktoś ze znajomych mnie nie zobaczył, żeby nie wiedział, że to dla mnie. Policzki mi płoną, z nerwów i zażenowania. Idziemy do domu, a ja go oglądam. Jest różowy i przyprawia mnie o mdłości, ze stresu. Odpakowuję, czytam instrukcję i idę. Z nadzieją, że może jednak nie... Robię...
2 kreski
Pierwsza myśl? O rany, będę mieć dzidziusia! Druga? Matko kochana, to nie prawda. To nie mogło się przydarzyć właśnie mi. Wracam zapłakana do pokoju. Płaczę cały dzień. K mnie pociesza...
Wieczorem jestem pogodzona z myślą, że właśnie moje życie obraca się o 180 stopni. Jednak prawda nie do końca chce dotrzeć do mnie. Bo boję się konsekwencji. Przecież mam tylko 20 lat i całe życie przed sobą. Dziecko wszystko przekreśla....
Dokładnie to działo się w mojej głowie 2 lata temu. Przerażenie. Nie podejrzewałam, że mogę wpaść. Ja? Ja zawsze krzywo patrzyłam na te, którym się to przydarzyło. Los dał mi taką nagrodę.
Nigdy nie będę żałować tego, że mam dziecko.
Moje życie rzeczywiście obróciło się do góry nogami. Z podlotka stałam się kobietą. Pewną siebie, swoich przekonań. Wiedzącą do czego chce dojść w życiu i co osiągnąć. Stałam się w końcu punktualna i bardziej zorganizowana. Ale przede wszystkim... zyskałam najcenniejsze co mogłam: dziecko. Nie wyobrażam sobie życia bez syna. Jest moją największą miłością, całym moim życiem, największym skarbem jaki mi dano! Jego uśmiech, te małe gładzące mnie rączki, to kochane słowo mama, tak wiele wynagradza...
Nie czuję się stracona. Ba, ja nic nie straciłam! I ciągle udowadniam sobie i światu, że dziecko niczego nie przekreśla, a motywuje.
Dzięki niemu i dla niego zdałam maturę, prawo jazdy, poszłam na studia. Bez niego nie miałabym tej determinacji, którą mam teraz. Bo wiem, że mam o co i dla kogo walczyć.
Dlatego dziękuję. Dziękuję, że jesteś synku! Sprawiłeś, że jestem lepsza. Sprawiłeś, że całe moje życie jest tak piękne. Bo moim życiem jesteś TY.
_____________________________
Przygotowałam dziś post przenoszący Was do moich wspomnień. Mam w domu wielkie pudło, w którym umieszczam właśnie wspomnienia. Jeszcze nie wszystkie są w środku, bo np. zdjęcia usg znajdują się w czeluściach teczki z dokumentami ;) Ale powoli zbieram to, co dla mnie dużo znaczy. Jedne mamy przygotowują takie pudełka dla swoich dzieci. Ja je zrobiłam dla siebie. Żeby móc sobie wracać do wspaniałych, pierwszych chwil.
Dziś jest dobry dzień, aby pokazać Wam zawartość tego pudełka.
Pierwsze co znalazło się w pudełku, to test ciążowy, kartka wisząca nad wózeczkiem w szpitalu, identyfikatory z rączki i nóżki, oraz cegiełka na szpital, którą płaci się przy odbiorze wypisu ze szpitala.
Pierwsze skarpetki. Kupione w sklepie u nas w mieście. Wcześniejsze, które wydawały mi się malutkie (kiedy byłam w ciąży) okazały się... wielgachne. Kupiliśmy wtedy błękitne i zielone. Liliputki maleńkie
Pierwsza czapeczka. Mieliśmy spory problem z kupieniem takiej, w rozmiarze który byłby dobry na maluszka. Ta jest idealna przy obwodzie główki 35 cm.
I pierwsze buciki, które miał na nóżkach w jeden z chłodniejszych dni. Takie malutkie...
Najmniejsze body, które wyszperałam w jego ciuchach. W rozmiarze 50
Pierwszy smoczek, który nie był zbyt długo używany.
Pieluszka w rozmiarze 1. Jak na lalkę! A pomyśleć, że małemu musiałam rzepy przyklejać jeden do drugiego, inaczej zsuwał się z tyłeczka...
Zaproszenie na chrzest, o którym pisałam Wam w tej notce
I kilka kartek z chrzcin wraz z białą szatką. Reszta kartek i świeca są u MT :)
I pukiel włosów. O pierwszej wizycie u fryzjera też Wam pisałam :)
Tymczasem idę całować i tulić to moje szczęście, bo chwile są tak bardzo ulotne...
Buziaki
...
A w kuchni ciasto piecze mama,
Aż pachnie na pokoje,
Wszystkich ogarnia podniecenie,
Nas i sąsiadów z bloku...
Szkoda, że Boże Narodzenie
Jest tylko raz do roku.[...]
Ludwik Jerzy Kern
Wczoraj stanęła u nas choinka. Jak co roku, postawiliśmy na żywą, a dokładnie świerk. Nie ma to jak żywe, pachnące lasem drzewko. W tym roku jest małe, bo i miejsca za bardzo nie ma. Ale żywa choinka musi być. Jeśli chcecie postawić żywe drzewko, a boicie się wypadających igieł, to wybierzcie drzewko w doniczce. Sprawdźcie jednak wcześniej, czy korzeń nie jest ucięty - jeśli jest cały, to igiełki nie będą tak szybko wypadać. Nie stawiajcie też drzewka przy grzejnikach :)
Jak zareagował Fabiś? Oczywiście jeszcze gdy drzewko było zapakowane, to maluch podszedł i chciał się bawić. Zapał ostudziły kłujące igiełki ;) Od tamtej pory choinki nie rusza. Nawet światełka nie robią na nim wrażenia. Także tym bardziej jestem zadowolona :)
Dekoracja? W tym roku postawiłam na minimalizm. Białe, papierowe bombki pomagała mi robić moja siostra. Światełka natomiast w tym roku są zielone, tak dla podkreślenia koloru choinki. Bardzo mi się podoba. Minimalistycznie i... ładnie :)
Próbowałam zrobić Fabiemu fotkę przy choince, ale niestety... zwiewa i wszystkie próby kończyły się tak:
Chociaż zdjęcia z wieczornej gimnastyki kazał sobie robić i baardzo chętnie pozował ;)
A przy okazji jeszcze. Zobaczcie jakie świetne balerinko-kapcie są teraz w Lidlu. Oprócz tego wzoru jest jeszcze panterka i całe czarne :)
Buziaki!
Sezon na cytrusy w pełni. Uwielbiam te owoce, więc często goszczą zimą w moim menu :) Ostatnio jednak uświadomiłam sobie, że obierając np. pomarańczę skórkę wyrzucam do kosza. A przecież w sklepach można kupić skórkę zarówno kandyzowaną, jak i taką w czekoladzie. Po co więc marnować coś, co można wykorzystać? Zabrałam się do pracy i powstała fajna "chrupajka", która jest świetną przegryzką do kawy :)
Ze skórki wycinamy jak największą część białego "łyka". Kroimy w cienkie słupki. Obraną i pokrojoną skórkę zalewamy szklanką wody i gotujemy od momentu wrzenia wody przez 10 minut. Następnie odcedzamy skórkę - zabieg ten ma usunąć gorycz ze skórki.
Ugotowaną skórkę zalewamy 1/2 szklanki wody oraz dosypujemy 1/2 szklanki cukru. Gotujemy na wolnym ogniu 40-50 minut, mieszając co chwilę, aż do uzyskania gęstego syropu.
Skórki wyjmujemy na kratkę i suszymy przez noc. Można obsypać je cukrem.
PS. Zapraszam Was na allegro, gdzie Misiowa Babcia wystawiła kilka markowych ciuchów (Zara, Bershka, Levi's itp.). Link znajduje się w lewym górnym rogu bloga :)
Buziaki
Składniki
- Skórka z pomarańczy
- 1/2 szklanki cukru
- 1 i 1/2 szklanki wody
Ze skórki wycinamy jak największą część białego "łyka". Kroimy w cienkie słupki. Obraną i pokrojoną skórkę zalewamy szklanką wody i gotujemy od momentu wrzenia wody przez 10 minut. Następnie odcedzamy skórkę - zabieg ten ma usunąć gorycz ze skórki.
Ugotowaną skórkę zalewamy 1/2 szklanki wody oraz dosypujemy 1/2 szklanki cukru. Gotujemy na wolnym ogniu 40-50 minut, mieszając co chwilę, aż do uzyskania gęstego syropu.
Skórki wyjmujemy na kratkę i suszymy przez noc. Można obsypać je cukrem.
PS. Zapraszam Was na allegro, gdzie Misiowa Babcia wystawiła kilka markowych ciuchów (Zara, Bershka, Levi's itp.). Link znajduje się w lewym górnym rogu bloga :)
Buziaki
Na jakiś czas zniknęliśmy, więc napiszę troszkę więcej o remontach :)
Misiowa Babcia niedawno wymieniała okna u siebie w pokoju - wiecie jak to jest, podczas wymiany tynk ze ścian poodpadał, zaszpachlowali, ale nie było to zbyt ładne dla oka. MB stwierdziła, że czas na malowanie. Więc musieliśmy się przenieść do Babci Broni, żeby maluch nie nawdychał się oparów i nie bawił się w Picasso. A że nas nie było, to przy okazji wymieniliśmy podłogi i zrobiliśmy nowe drzwi, bo poprzednie... Rozleciały się pod dotykiem syna.
W planach mam jeszcze wymianę drzwi na przesuwne, ale wiąże się to z przesunięciem prądu w ścianach, czyli jeszcze malowanie.... Ale to trzeba mieć kasę ;) Jednak powolutku do celu będę dążyć. Najważniejsze, że podłoga nowa jest, bo i w nogi cieplej.
Przy okazji pokażę Wam, co przywiózł nam MT z Krakowa :)
Jak też zapewne zauważyliście - zmienił się szablon bloga. Długo zastanawiałam się, jak chcę aby blog wyglądał. Długo też szukałam swojego stylu, zarówno w pisaniu, jak w ubieraniu, czy chociażby w wyglądzie bloga. Teraz już wiem czego chcę, jak chcę aby wyglądał świat, którym się otaczam. Stawiam na klasykę i minimalizm, dlatego blog aktualnie przeszedł taką metamorfozę. Teraz jeszcze przyda mu się kilka kosmetycznych poprawek i może kiedyś jakiś bardziej profesjonalny nagłówek, a póki co, niech już zostanie jak jest. Mam nadzieję, że Wam się podoba :)
Buziaki
Misiowa Babcia niedawno wymieniała okna u siebie w pokoju - wiecie jak to jest, podczas wymiany tynk ze ścian poodpadał, zaszpachlowali, ale nie było to zbyt ładne dla oka. MB stwierdziła, że czas na malowanie. Więc musieliśmy się przenieść do Babci Broni, żeby maluch nie nawdychał się oparów i nie bawił się w Picasso. A że nas nie było, to przy okazji wymieniliśmy podłogi i zrobiliśmy nowe drzwi, bo poprzednie... Rozleciały się pod dotykiem syna.
W planach mam jeszcze wymianę drzwi na przesuwne, ale wiąże się to z przesunięciem prądu w ścianach, czyli jeszcze malowanie.... Ale to trzeba mieć kasę ;) Jednak powolutku do celu będę dążyć. Najważniejsze, że podłoga nowa jest, bo i w nogi cieplej.
Krono - DÄ…b Loxley
W sumie w głowie mam już wizję, jak ma wyglądać nasz pokój, także tym bardziej trzeba zbierać pieniążki na taki cel. Chociaż aktualnie chyba tylko mi podoba się ta wizja. Najważniejsze, żebym ja czuła się dobrze. A chcę stawiać na klasykę, elegancję i minimalizm.
Jak też zapewne zauważyliście - zmienił się szablon bloga. Długo zastanawiałam się, jak chcę aby blog wyglądał. Długo też szukałam swojego stylu, zarówno w pisaniu, jak w ubieraniu, czy chociażby w wyglądzie bloga. Teraz już wiem czego chcę, jak chcę aby wyglądał świat, którym się otaczam. Stawiam na klasykę i minimalizm, dlatego blog aktualnie przeszedł taką metamorfozę. Teraz jeszcze przyda mu się kilka kosmetycznych poprawek i może kiedyś jakiś bardziej profesjonalny nagłówek, a póki co, niech już zostanie jak jest. Mam nadzieję, że Wam się podoba :)
Buziaki





